To było niesamowite spotkanie! Kibice mogli obejrzeć dziś zupełnie inną ROSĘ niż tę, którą musieli oglądać w Starogardzie Gdańskim i mimo, że ponownie byli świadkami horroru, to nie powinni narzekać na nudę. Od początku meczu koszykarze trenerów Wojciecha Kamińskiego i Piotra Kardasia grali mądrze, dzieląc się piłką zawsze wtedy, kiedy była taka potrzeba. Taką właśnie ROSĘ fani chcą oglądać! Po pierwszej kwarcie to właśnie my byliśmy na czele!

Ostatnie mecze w naszym wykonaniu pokazały, że cieszyć się zbyt wcześnie nie należy. Dlatego też nie mieliśmy najmniejszego zamiaru świętować czegokolwiek. Od pierwszych minut drugiej kwarty do ataku ruszyli goście. Nie mieli jednak takiego „fire power” by od razu doprowadzić do remisu, lub zbliżyć się na minimalną ilość punktów. Widać było w naszych szeregach niezwykłą waleczność. Świetnie graliśmy na deskach i cały czas mądrze dzieliliśmy się piłką. Owszem, zdarzały się nam dziwne akcje, głupie straty i niepotrzebne nerwy, ale na tym właśnie polega gra w basket – nie zawsze jest idealnie. Ważne, że prowadziliśmy choć goście zdobyli w tej ćwiartce sporą ilość punktów z ponowień i właśnie to pozwoliło im na odrobienie kilku punktów jeszcze przed przerwą.

Na tę jednak ROSA schodziła z prowadzeniem i co ciekawe, wróciła na parkiet już po czterech minutach! Jakże odmienna sytuacja niż w dwóch ostatnich spotkaniach, gdzie koszykarze pojawiali się na parkiecie na dwie minuty przed rozpoczęciem drugiej połowy. To dobrze wróżyło!!!

Wróżyło niezwykłe emocje! No przecież gra ROSA, emocje, a przy okazji zawały musiały być obecne 🙂 Trzecia kwarta była najbardziej ofensywna. Obie ekipy bombardowały kosze jak tylko mogły. Na parkiecie szybka gra, na trybunach głośny doping. Taki właśnie doping najbardziej napędza grę ofensywną i taką grę oglądali widzowie, zgromadzeni w hali MOSiR. Mimo dobrej skuteczności w tej odsłonie, to jednak goście byli w tej kwarcie lepsi. Lepsi na tyle, by zbliżyć się na odległość jednego posiadania. Jeśli ktoś myślał, że najciekawsze fragmenty meczu już minęły, to był w ogromnym błędzie. To, co najlepsze, miało dopiero nadejść!

OK, źle zagraliśmy czwartą kwartę. Źle, ponieważ w pewnym momencie prowadziliśmy już nawet dziesięcioma punktami. Wówczas jednak goście włączyli wyższy bieg. Trafiali niemal wszystko, a zaczęło się mniej więcej w połowie kwarty. Sytuacja na parkiecie przerosła chyba wszystkich. Niespodziewanie to my traciliśmy do rywali dziesięć punktów, przy 3:30 do końca tej odsłony meczu. To, co stało się w kolejnych kilku akcjach to zwyczajny majstersztyk! Doprowadziliśmy do remisu na pięć sekund przed końcem czwartej kwarty! Goście mieli jeszcze dwa rzuty wolne, ale dzięki ogłuszającej, fantastycznej tego wieczoru publiczności, oba zostały przestrzelone i… byliśmy świadkami kolejnej dogrywki w Radomiu!

W niej nie było już co zbierać! „Overtime Kings” – tak o nas piszą w Europie! I mają rację! Jesteśmy królami dogrywek! Rewelacyjnie zagrane pięć minut przez nasz team dał nam drugie zwycięstwo w Koszykarskiej Lidze Mistrzów! Piękny wieczór w Radomiu, piękny wieczór dla polskiej koszykówki! Każde zwycięstwo w Europie to ogromny zastrzyk doświadczenia i pozytywna reklama dla naszego kraju. Ogromnie się cieszymy, że nasi fani mogli być świadkami tak emocjonującego zwycięstwa! Liczymy, że w kolejnych meczach doping będzie przynajmniej równie świetny jak dziś. DZIĘKUJEMY!

ROSA Radom – Muratbey Usaf Sportif 83:77
(15:8, 17:19, 22:25, 18:20, dogr.11:5)

ROSA: Sokołowski 21 i 11zb., Brazelton 17, Bell 16, Jackson 15, Bojanowski 6, Zyskowski 5, Adams 3, Bonarek 0, Witka 0, Zegzuła 0.

Usaf: Lyons 23, Candan 17, Harrison 12 i 11zb., Monroe 10 i 15zb., Freimanis 8, Demirel 7, Sonmez 0, Auguste 0, Kavaklioglu 0.
Statystyki

Fotorelacja Tomka Fijałkowskiego