Zwyciężył faworyt… Tego ukrywać nie wolno, choć sposób, na jaki pozwoliliśmy gościom wygrać, bo pozwoliliśmy, pozostawia niemały niesmak…

Niemieccy goście we wszystkich możliwych mediach byli wskazywani w roli faworyta, w roli tej drużyny, która zmiecie wręcz nasz team z parkietu radomskiego MOSiRu. Pokazaliśmy jednak, że do takiej sytuacji nie dopuścimy! Już od pierwszych minut pokazywaliśmy mądrzejszy i dojrzalszy basket, nie przestraszyliśmy się niemieckiego giganta, na nasza mocna obrona i skuteczne akcje zaskoczyły całkowicie EWE Baskets. Świetne akcje Darnella Jacksona i cenne punkty naszych amerykańskich obrońców, Garego Bellla i Tyrona Brazeltona pozwoliły wyjść na prowadzenie 21:10 po pierwszej kwarcie. Zaskoczenie? Jak najbardziej! Dla nas pozytywne, dla kibiców również, a dla Niemców szok! A to przecież tylko, jak napisali Niemcy na swoim koncie na Facebooku, „klein aber fein” ROSA Radom.

Plus 11. dało nam komfort gry w kolejnej kwarcie. To goście musieli gonić, a my kontrolować przebieg spotkania. Ta właśnie wyglądała nasza gra. Koszykarze z Niemiec próbowali gonić wynik, a my przytomnie graliśmy „swoje” powiększając po cichu naszą przewagę. Tak mądrze grającej ROSY nie widzieliśmy od jakiegoś czasu i taką ROSĘ wszyscy chcą oglądać. Do jedenastu punktów z pierwszej kwarty dołożyliśmy jeszcze pięć i na przerwę schodziliśmy z komfortowym prowadzeniem, prowadząc 40:24.

Trzydziestą minutę rozpoczęliśmy spokojnie. Bardzo chcieliśmy jeszcze bardziej odskoczyć rywalowi, wbić go w parkiet i spokojnie prowadzić dalszą grę. Próbowaliśmy, ale się jednak nie udawało. Pierwsze punkty w tej kwarcie zdobyli goście, my odpowiedzieliśmy fantastyczną akcją DJ – Sokół, porywając publiczność z krzesełek. Kolejne akcje wciąż  nie przynosiły znacznej zmiany wyniku. Kwarta była wyrównana i mało ofensywna. Ostatecznie skończyła się dwupunktową wygraną gości. Wciąż jednak utrzymywaliśmy znaczą przewagę i na kolejne dziesięć minut plan był prosty – utrzymać je.

W czwartej ćwiartce przyszedł niestety kryzys. Nie wychodziły nam zagrywki, staliśmy w miejscu i nasze akcje nie miały ładu i składu. Niemieccy rywale wręcz przeciwnie. Odżyli! Biegali, bronili, dzielili się piłką i dosyć szybko niwelowali naszą przewagę, zaczynając od runu 10:1. Na ławce było widać zdenerwowanie i niepokój, trener Kamiński miał w tym momencie ciężki orzech do zgryzienia… Orzech, który okazał się twardy jak… kamień! Roszady rotacją, zmiany taktyki i próby indywidualnej gry nie przyniosły rezultatu i doszło do bardzo dramatycznej końcówki. Na niespełna pół minuty przed końcem kwarty na tablicach świetlnych widniał remis, po 59. Wówczas piłkę do rąk wziął Tyrone Brazelton. Oddał rzut z za linii 6,75m i… spudłował. To oznaczało jedno: dogrywkę! Pierwsza w tym meczu, a czwarta w Koszykarskiej Lidze Mistrzów.

Dogrywka była bardziej dramatyczna niż końcówka czwartej kwarty. Od początku to goście w niej przeważali. Wychodzili na prowadzenie, nawet sześciopunktowe, ale nawet takie sytuacje mogliśmy naprawić i ponownie doprowadzić do remisu. Tak dotrwaliśmy do końcówki, którą mieliśmy szansę wygrać. Na 37. sekund przed końcem, przy stanie 65:68 świetną akcję obronną wykonał Michał Sokołowski. W ataku punkt z linii rzutów osobistych trafił Jarosław Zyskowski Jr. i traciliśmy już tylko dwa punkty. Szybki faul posłał przeciwnika na linię rzutów osobistych i po jednym pudle mogliśmy wyrównać stan rywalizacji. Szybkie przejście na pole ataku przez Ty Brazeltona, wejście na kosz przeciwnika nie dało jednak punktów ROSIE Radom. Szkoda, przegraliśmy ten mecz na własne życzenie, a zaważyła ta nieszczęsna, czwarta kwarta…

Przebieg spotkania z silnym, niemieckim zespołem z Oldenburga daje nam jednak pozytyw. Pokazał, że potrafimy grać z silnymi zespołami z Europy i jeszcze niejednokrotnie udowodnimy, że wygrywać w Lidze Mistrzów również potrafimy! Najbliższa okazja ku temu już w najbliższy wtorek, kiedy to na parkiecie hali MOSiR podejmiemy turecki zespół Muratbey Usak Sportif. Na to spotkanie już dziś zapraszamy, polecając dołączenie do naszej Facebookowego wydarzenia! Wcześniej jednak, bo już w sobotę, zawitamy na mecz Polskiej Ligi Koszykówki do Starogardu Gdańskiego, by zmierzyć się w nim z tamtejszą Polpharmą.

 

ROSA Radom – EWE Baskets 66:70
(21:10, 19:14, 12:14, 7:21, dogr. 7:11)

ROSA: Bell 16, Brazelton 15, Sokołowski 10, Jackson 9, Witka 8, Zyskowski 8, Bonarek 0, Bojanowski 0, Zegzuła 0, Adams 0.

EWE: Qvale 20, Schwethelm 20, Paulding 17, Massenat 8, C.Kramer 5, Wimberg 0, Madrich 0, Lockhart 0, Hujic 0, D.Kramer 0.

 

Statystyki

Fotorelacja Tomka Fijałkowskiego

Konferencja prasowa
Skrót spotkania