Kociewie było dziś bardzo niegościnne dla wicemistrzów Polski. Gospodarze pokazali, że będą się w tym sezonie liczyli w walce o czołową ósemkę ligi, a kibice Kociewskich Diabłów udowodnili, że należą do czołówki „trybun” polskiej ekstraklasy i świetnie wspomogli swoją drużynę w starciu z radomskimi Smokami.

Zaczęło się tak, jak wszyscy się spodziewali. Od agresywnej gry dzisiejszych gospodarzy, którzy już po dwóch minutach mieli trzy faule na swoim koncie. Skuteczność jednak była w tej części naszym atrybutem. Po niespełna trzech minutach gry mieliśmy już 11. oczek i nasza ofensywa działała jak należy. Wreszcie odblokował się Łukasz Bonarek, który zdobył swojego pierwszego kosza za „dwa” w bieżącym sezonie. Warto dodać, że Łukasz wyszedł do meczu w pierwszej piątce. Dobrze to wyglądało, do tego stopnia, że trener gospodarzy poprosił o przerwę. Po niej Polpharma nieco odżyła, zacieśniając swoją obronę i wyprowadzając kontry, czyli robiąc dokładnie to, przed czym przestrzegaliśmy w przedmeczowej zapowiedzi. Kilka udanych akcji koszykarzy Polpharmy, niesionych fantastycznym dopingiem swoich kociewskich kibiców, ponownie zbliżyła gospodarzy do naszej ekipy. Od tego momentu do końca kwarty gra się wyrównała i byliśmy świadkami ogromnie emocjonujących pięciu minut. Pierwsza odsłona padła ostatecznie łupem gospodarzy, którzy jeszcze w ostatnich sekundach wykonali skuteczną akcję, kończąc kwartę przewagą pięciu oczek.

W kolejnej odsłonie dostawaliśmy sporo prezentów. Już w pierwszych minutach Polpharma popełniła kilka prostych strat, a sami zbieraliśmy piłki na atakowanej desce. Niestety, żadnego z tych prezentów nie udało się zamienić na punkty. Pierwsze punkty w tej kwarcie były autorstwa kapitana, a zdobyte zostały dopiero po ponad trzech minutach gry. W dalszej części gry panowała jednak niemoc. Nie wychodziły nam akcje ofensywne, a defensywa wydawała się być zupełnie dziurawa. Ponad pięć minut gry i tylko dwa punkty. Trener Wojciech Kamiński musiał zareagować, prosząc o przerwę. Taką kolej rzeczy należało jak najszybciej naprawić! Coach dobrze rotował składem, dawał odpocząć każdemu, by wszyscy koszykarze byli gotowi do walki z zapasem sił. Problem ze zdobywaniem punktów leżał więc zupełnie gdzie indziej… Po przerwie wzięliśmy się za odrabianie strat. Dobre akcje w obronie i skuteczne w ataku pozwoliły nam zniwelować przewagę Polpharmy do zaledwie trzech punktów na półtorej minuty przed końcem połowy – o to właśnie chodziło. Drugą kwartę ostatecznie zremisowaliśmy! Pierwsza połowa dla gospodarzy, ale nasza gra i powrót do meczu zrobił wrażenie na wszystkich zgromadzonych w hali kibiców. Był to dobry prognostyk przed kolejnymi dwudziestoma minutami.

Po przerwie coach Kamiński desygnował do gry piątkę rozpoczynającą mecz. Ani stylu gry, ani rezultatu to nie zmieniło. Choć nadzieje były duże, to jednak gospodarze lepiej rozpoczęli tę część spotkania. Grali energiczniej, mądrzej i przede wszystkim, skuteczniej. Niesieni niewiarygodnym dopingiem koszykarze ze Starogardu już po dwóch minutach prowadzili w tej kwarcie 7:0. Nie takiej postawy naszego teamu spodziewali się zapewne kibice, trzymający za nas kciuki w Radomiu. Czas dla ROSY Radom, a po nim… nic nowego. Niestety wciąż graliśmy jak we śnie, jak oszołomieni poczynaniami przeciwnika. Ten, niesiony głośnym i nieustającym dopingiem tylko powiększał swoją przewagę. W połowie kwarty znać o sobie dał Michał Sokołowski. Sokół trafił dwukrotnie bez odpowiedzi rywali i choć jedna jaskółka wiosny nie czyni, to jednak tym razem o przerwę poprosił trener Mindaugas Budzinauskas. Ta przerwa poskutkowała pozytywnie na graczy ze Starogardu. I choć jeszcze w kilku ostatnich akcjach przebudził się Gary Bell to kwartę musieliśmy zaliczyć na minus. Przed ostatnią częścią meczu gospodarze mieli 10. punktów przewagi.

Ostatnie dziesięć minut lepiej rozpoczęli, ponownie, gospodarze, bo od trafienia z dystansu. Kolejne akcje również przyniosły punkty Polpharmie, a my nie potrafiliśmy odpowiedzieć choćby jednym, celnym rzutem. Indywidualne akcje Tyrona Brazeltona czy Michała Sokołowskiego w tym momencie nie pomagały i po dwóch minutach o przerwę poprosił trener Wojciech Kamiński. Kolejne mocne rozpoczęcie kwarty przez gospodarzy (12:0) podcięło nam skrzydła. Ofensywa zupełnie nie istniała, nie było „teamu”, akcje były szarpane i wyglądało to tak, jakby koszykarzom odechciało się niestety grać. Pierwsze punkty udało nam się zdobyć dopiero w piątej minucie gry, których autorem był Robert Witka. Tak grająca ROSA Radom nie może wygrać spotkania z drużyną, która CHCE i której kibice również CHCĄ. Trzeba przyznać, że Polpharma zagrała dziś wyśmienite zawody, a nasz zespół był tylko tłem do kociewskiego widowiska…

Gratulujemy gospodarzom zwycięstwa, a sami przygotowujemy się od jutra do starcia w Koszykarskiej Lidze Mistrzów z tureckim zespołem Muratbey Usak Sportif. Taki mecz jak dziś powtórzyć się nie może i zrobimy wszystko, by do tego nie doszło! ROSA Radom jeszcze pokaże, że w koszykówkę potrafi grać na najwyższym poziomie!
Polpharma Starogard Gdański – ROSA Radom 69:54
(20:15, 9:9, 19:14, 21:16)

Polpharma: Miles 16, Hicks 15, Flieger 15, Sajus 14, Paliukenas 4, Mirković 3, Schenk 2, Diduszko 0, Davis 0, Michałek 0, Długosz 0.

ROSA: Brazelton 11, Bell 9, Zegzuła 8, Sokołowski 6, Zyskowski 6, Bonarek 5, Witka 5, Jackson 4, Adams 0, Bojanowski 0.
Statystyki

Konferencja prasowa