Przy niemal pustych trybunach przyszło nam dziś walczyć z grecką drużyną PAOKu. Jednak nawet bez mocnego wsparcia swoich fanów, ekipa z Salonik do „cieniasów” nie należy i w takich sytuacjach radzić sobie potrafi. Dziś przekonaliśmy się o tym na własnej skórze…

Już na początku spotkania koszykarze z Salonik pokazali, że bardzo zależy im na rewanżu, bombardując nasz kosz raz za razem. Wpadli w niesamowity rytm i już po sześciu minutach gry mieli na swoim koncie dwadzieścia oczek, przy ośmiu po naszej stronie. Mieliśmy swoje szanse, nie potrafiliśmy niestety z nich skorzystać. Grecy nie grali jakiejś mega obrony, zwyczajnie nie trafialiśmy naszych rzutów, nawet layup-ów. Przeciwnicy, jak na zawołanie, trafiali z niebywałych pozycji, udawało im się niemal wszystko. Z tak grającą drużyną ciężko jest coś ugrać… Nieco lepiej wyglądała nasza gra w drugiej kwarcie, którą wygraliśmy jednym punktem. Pierwsza połowa jednak zdecydowanie dla gospodarzy dzisiejszego pojedynku. Mieliśmy dwadzieścia minut na odrobienie szesnastopunktowego deficytu, ale przede wszystkim, na poukładanie własnej gry.

Po przerwie widać było, że do meczu wróciła nieco inna drużyna, a przynajmniej pierwsze akcje pokazały, że nie chcemy łatwo oddać tego spotkania. Mimo węższej rotacji, a co za tym idzie większego zmęczenia, zaczęliśmy grać z większym zaangażowaniem. Mimo, że nie trafialiśmy wszystkiego i zdarzały nam się nawet przestrzelone rzuty spod samego kosza, to jednak w tym fragmencie gry pokazywaliśmy lepszy basket niż miejscowi. Brylował przede wszystkim najlepszy strzelec naszego teamu w tym meczu, Gary Bell, za sprawą którego w połowie trzeciej kwarty traciliśmy już nie 16., a zaledwie 10. punktów. Do tego świetnie na deskach walczył Darnell Jackson i koniec końców trzecią kwartę wygraliśmy różnicą pięciu oczek. Ostatnia odsłona miała pokazać, czy jesteśmy wystarczająco silni, czy wąską ławką jesteśmy w stanie odrobić wszystkie straty i doprowadzić do nerwowej końcówki. Niestety, w tym fragmencie popełnialiśmy zbyt dużo prostych błędów. Było to spowodowane olbrzymią chęcią doprowadzenia do remisu, mimo ogromnego już zmęczenia. Nie daliśmy rady… Mimo olbrzymiego zaangażowania, to Grecy mogli się dziś cieszyć ze zwycięstwa i tym samym zrewanżowali się za porażkę w Radomiu. Kto wie jaki przebieg miał by ten mecz, gdybyśmy mieli optymalną rotację. Ewidentnie zabrakło nam dziś wsparcia ze strony nieobecnego Tyrona Brazetona. Niemniej jednak postawa drużyny napawa olbrzymim optymizmem i zasługuje na brawa. W kolejnych spotkaniach, gdy wrócą Tyrone Brazelton i Damian Jeszke, powinniśmy prezentować się o wiele lepiej!
PAOK BC – ROSA Radom 85:66
(32:15, 15:16, 16:21, 22:14)

PAOK: Sibert 22, Clanton 11, Chrysikopoulos 10, Glyniadakis 9, Bryant 9, Miljenovic 8, Taylor 5, Tsochlas 5, Peiners 4, Koniaris 2, Karamanolis 0, Kamaras 0.

ROSA: Bell 25, Callahan 11, Jackson 9, Sokołowski 9, Zyskowski 9, Witka 2, Bojanowski 1, Bonarek 0, Adams 0.
Statystyki

Konferencja prasowa