Pierwsza kwarta do złudzenia przypominała tę z Windawy. Wówczas również prowadziliśmy i nic nie wskazywało na katastrofę. Na szczęście wyciągnęliśmy wnioski i drugiej, tak złej kwarty, już nie zagraliśmy. O ile w Windawie po pierwszej połowie przegrywaliśmy już 26:35, o tyle w naszych ścianach po pierwszych dwudziestu minutach napisaliśmy zupełnie inny scenariusz. Rozgrywaliśmy dobre zawody w obronie, czytaliśmy świetnie grę i dokładaliśmy cegiełkę po cegiełce w ataku, grając bardzo konsekwentnie. Efekt mógł być tylko jeden. Osiem oczek przewagi przed zejściem do szatni na kwadrans przerwy. Było dobrze!

Radomscy fani basketu mogli wreszcie zobaczyć na parkiecie Damiana Jeszke – ten pojawiając się na boisku dostał gromkie brawa na przywitanie po ponad miesiącu nieobecności. Epizod w pierwszej połowie jednak nie przyniósł mu punktów, choć próbował trafić dwukrotnie. Ważne jednak, że powoli wchodzi w rytm meczowy i wkrótce, mocno w to wierzymy, powróci do optymalnej formy.

Po przerwie chcieliśmy ograniczyć poczynania naszych dzisiejszych gości na atakowanej tablicy. Dziś mieliśmy z tym problem. Koszykarze z Ventspils dosyć łatwo zabierali nam piłki odbijające się od naszej deski. Ten element pozwalał gościom na ponawianie swoich akcji i choć nie wszystkie się im udawały, to jednak kilka z nich zakończyły się punktami. Niestety pierwsze akcje trzeciej kwarty to kolejne cztery ofensywne zbiórki przeciwników i kolejne punkty z ponowienia. Szwankowało przede wszystkim zastawienie. Goście dosyć szybko zniwelowali swoją stratę, a w połowie tej odsłony wyszli już na prowadzenie, z akcji na akcję wciąż ją powiększając. Ostatecznie po pół godzinie gry zrobiło się bardzo nerwowo, gdyż to my musieliśmy teraz gonić wynik…

Przed ostatnią kwartą mieliśmy do odrobienia jedenaście punktów. Sporo, ale nie takie udawało nam się w przeszłości niwelować. Próbowaliśmy zatem robić wszystko, co byliśmy w stanie. Nie mogliśmy jednak powstrzymać gości pod naszą deską, Ci nadal zbierali piłki w ataku, a my nie potrafiliśmy niestety wykorzystywać swoich szans, nawet z linii rzutów osobistych. Nie tak chcieliśmy pokazać się własnej publiczności w tym meczu, a przynajmniej w drugiej połowie…

Przegrywamy po raz szósty w Koszykarskiej Lidze Mistrzów i o ile nie zabiera nam to jeszcze absolutnie szans na wyjście z grupy do kolejnej fazy, to niezwykle nam to niestety komplikuje naszą sytuację…

ROSA Radom – BK Ventspils 63:79
(16:12, 21:17, 11:30, 15:20)

ROSA: Witka 13, Zyskowski 12, Callahan 11, Bell 9, Jackson 6, Bojanowski 6, Sokołowski 4, Jeszke 0, Adams 0, Zegzuła 0.

Ventspils: Deane 17, Zelionis 13, Janicenoks 11, Skele 10, Gulbis 9, Zakis 9, Leimanis 3, Mbodj 3, Campbell 2, Ate 2, Ziedinis 0.
Statystyki

Fotorelacja Tomka Fijałkowskiego

Konferencja prasowa