Pojechaliśmy do Lublina by zwyciężyć i zakończyć rok 2016 z uśmiechami na twarzach. Lublinianie postawili jednak zbyt wysokie warunki, by ten plan zrealizować…

Rozpoczęliśmy ostrożnie, grając niemal kosz za kosz i badając naszego dzisiejszego przeciwnika, w oczekiwaniu na zadanie tego decydującego ciosu. Do tego jednak była w tym momencie daleka droga, a jak się później okazało, ten cios wcale nie należał do nas…

W pierwszej kwarcie na kibiców, chyba nie tylko ROSY Radom, ale ogólnie koszykówki w Polsce, czekała mała niespodzianka. Na parkiecie pojawił się Daniel Szymkiewicz. To naturalnie pierwszy jego występ od rozpoczęcia tegorocznych rozgrywek. Jego pojawienie się w meczu było celowym manewrem trenerskim. Założenie było takie, by sprawdzić, czy Daniel jest już mentalnie, bo fizycznie już jest, gotowy do pojedynków w ekstraklasie. O wynikach tego eksperymentu informować nie będziemy, będzie to tajemnicą coacha K, ale wierzymy, że z meczu na mecz jego minuty będą dawały mu coraz więcej pewności siebie i wkrótce zobaczymy „old fasion” Szymka. Wróćmy jednak do meczu. Pierwsza kwarta nasza, minimalnie, ale najważniejsze, że nasza. Druga obrazu gry nie zmieniła. Mimo, że chcieliśmy i momentami udawało nam się odskakiwać rywalom, to Ci co chwila nas doganiali, jakby bardzo nie chcieli kończyć tego roku najgorszym bilansem w lidze. Do przerwy to właśnie lublinianie prowadzili, a naszych koszykarzy czekała całkiem (nie)przyjemna pogawędka w szatni z trenerem Kamińskim…

W trzeciej kwarcie mieliśmy fragmenty gorsze, mieliśmy i lepsze. Generalnie przez większość tej odsłony wciąż nie udawało się nam znaleźć odpowiedniego rytmu, takiego, który pozwoliłby nam odjechać gospodarzom tego pojedynku. Owszem, udało nam się uzyskać kilkupunktową przewagę, ale to wciąż nie było jeszcze to, na co liczyliśmy i my i kibice. Nieco lepsza gra przyszła na mniej więcej trzy minuty przed kończem tej odsłony. Kilka dobrych akcji dały nam pięć oczek przewagi przed rozpoczęciem ostatniej kwarty. Zadanie na ostatnią ćwiartkę było proste: dowieźć ten wynik do końca, wygrać i ze względnym spokojem przywitać nowy rok. Wszystko by było fajne, gdyby nie to, że dowiezienie rezultatu z trzeciej kwarty nie należało do zadań łatwych. Nie graliśmy dobrze, a wręcz nonszalancko. Jedyną naszą przewagą w tym fragmencie meczu było… doświadczenie. Jak się okazało, na ambitnie grających koszykarzy z Lublina było to za mało. Ostatni mecz 2016 roku dobiegł końca. Teraz czas na przywitanie nowego i miejmy nadzieję koszykarsko, lepszego roku niż te trzy ostatnie miesiące mijającego…

Dziękujemy wspierającej nas grupie kibiców, która przyjechała do Lublina. Szkoda, że musicie wracać do Radomia niezadowoleni…

 

TBV Start Lublin – ROSA Radom 64:63
(16:17, 17:15, 15:21, 16:10)

Start: Wiggins 16, Kellogg 14, Dłoniak 12, Peterson 9, Balmazović 8, Bonarek 3, Trojan 2, Jankowski 0, Ciechociński 0.

ROSA: Bell 18, Callahan 13, Sokołowski 13, Jackson 6, Zyskowski 5, Witka 3, Zegzuła 3, Adams 2, Szymkiewicz 0, Jeszke 0.
Statystyki

Konferencja prasowa