Po świetnym debiutanckim sezonie na zapleczu ekstraklasy Zarząd Klubu postawił bardzo ambitne zadanie przed sztabem szkoleniowym ROSY Radom. Już nie raz młody Klub zadziwiał lokalne środowisko swoimi sportowymi ambicjmi, ale cel bezpośredniego awansu do najlepszej polskiej ligi zadziwił niejednego znawcę basketu na arenie krajowej. Trenerzy Piotr Ignatowicz i Marek Łukomski w krótkim czasie mieli zbudować zespół na miarę Wielkiego Finału Play-Off’s dającego do tej pory awans do upragnionej ekstraklasy.

Szkoleniowcy w przerwie między sezonami namówili do współpracy czołowego playmakera pierwszej ligi Rafała Glapińskiego, który miał być alternatywą dla eksploatowanego do tej pory Piotra Kardasia. Pozyskano także z Siarki Tarnobrzeg silnego skrzydłowego Tomasza Pisarczyka, który miał wzmocnić siłę podkoszową radomian. Na kilka dni przed startem rozgrywek absolutnym hitem okazało się zatrudnienie, reprezentanta Polski, Marcina Iwo Kosińskiego znanego lepiej jako Iwo Kitzinger. Z ROSĄ rozstali się niestety Michał Przybylski, Alan Urbaniak oraz Tomasz Sosnowik.

Drugi sezon na tym szczeblu rozgrywek, nie był już tak obiecujący jak fenomenalny start „rewelacyjnego beniaminka”. Radomianie bardzo długo szukali formy, eksperymentowali z taktyką a na tle bardzo mocnych rywali prezentowali się dość przewidywalnie. ROSA Radom nie wygrywała już tak systematycznie. Dobre występy przeplatała nienajlepszymi, a co gorsze zdarzały się jej niczym nieuzasadnione potknięcia, do których można zaliczyć fatalną postawę w meczu wyjazdowym w Gdyni (90:76 dla Startu), zaskakującą przegraną we własnej hali ze Zniczem Basket Pruszków (po dogrywce 91:103), przegraną z beniaminkiem w Toruniu (76:63) czy katastrofalną postawę w wyjazdowym meczu z kolejnym beniaminkiem z Kutna (76:58 w meczu, wynik trzeciej kwarty 22:5!).

Widać było gołym okiem że, zespół który miał walczyć o najwyższy cel, męczył się i nie mógł złapać właściwego rytmu. Wszystko to sprawiło, że Zarząd Klubu stanął przed kolejnym bardzo trudnym zadaniem, mając oczywiście na uwadze założony przed sezonem cel. Konsekwencją nienajlepszej postawy drużyny było w pierwszej kolejności rozwiązanie umowy z pozyskanym przed sezonem Glapińskim. Mimo poczynionych przez włodarzy Klubu starań, nie udało się poprawić atmosfery wewnątrz drużyny a co za tym idzie „skierować” jej na właściwe tory. Nienajlepszy, choć wygrany ostatecznie mecz z trzecim beniaminkiem zaplecza ekstraklasy Polonią Budimpex Przemyśl (61:57) był, jak się później okazało, ostatnim dla dotychczasowego szkoleniowca Piotra Ignatowicza.

28 listopada 2011 roku Zarząd Klubu Sportowego ROSA Radom, na specjalnie zwołanej konferencji prasowej, powierzył funkcję trenera jednemu z najbardziej znanych polskich szkoleniowców – Mariuszowi Karolowi. W słowach skierowanych do dziennikarzy nowy sternik ROSY oświadczył: „Nie mówię, że zespół na 100% awansuje do ekstraklasy, bo byłbym niewiarygodny. Mogę obiecać jednak, że będziemy walczyć do ostatniego dnia, w którym trwają rozgrywki. Postaram się aby w Radomiu była ekstraklasa i koszykówka na najwyższym poziomie, wykorzystam swoje wszystkie umiejętności i doświadczenie, aby ten cel osiągnąć.”

Pod wodzą nowego szkoleniowca koszykarze ROSY awansowali do III rundy Pucharu Polski gromiąc w trenerskim debiucie UKS Siemkaszkę Piekary (54:98). Póżniej w ligowym starciu w Krośnie pewnie pokonali tamtejszy MOSiR (65:76) a na zakończenie roku beniaminka z Jeleniej Góry (79:44). Bardzo szybko Mariusz Karol zasłynął w lokalnym środowisku z żelaznej konsekwencji, urozmaiconej taktyki i z ekstremalnie ciężkich treningów fizycznych. Te miały jednak przynieść efekt dopiero w fazie play-off’s. Pod wodzą trenera Karola koszykarze zaczęli grać agresywną a przede wszystkim aktywną obronę z szybkim przeniesieniem piłki do kontrataku. Do wizji tej koszykówki nie pasował niestety lubiany w Radomiu Paweł Wiekiera, który ostatecznie został przeniesiony do drużyny rezerw. Passa kilku zwycięstw w ostatnich sekundach, wzmocniła więzi wśród zawodników, uzmysłowiła im, że ciężkie treningi przynoszą efekty i zawsze warto walczyć do końca. Ich myśli i treningi podążały coraz częściej w  kierunku nadchodzących rozgrywek posezonowych. Pierwszoligowcy okrzepli, nabrali potrzebnej siły, choć nie wystrzegli się kilku bardzo bolesnych porażek (w Siedlcach 69:55, w Łańcucie 72:68, z Gdynią 72:80, we Wrocławiu z II ligowym WKS Śląskiem w IV rundzie Pucharu Ppolski 93:71, w Pruszkowie 73:69 i ponownie z Siedlcami 66:76 na zakończenie sezonu zasadniczego).

Play-Off’s 2012 miał zapewnić ROSIE Radom upragniony awans do ekstraklasy. W okienku trensferowym między rundami sezonu zasadniczego, mimo usilnych starań trenera Mariusza Karola i całego Zarządu Klubu, nie udało się pozyskać wartościowego zawodnika. Jasne się zatem stało, że awans trzeba wywalczyć, wystawiając do walki wszelkie możliwe argumenty. Temu zresztą popdporządkowane były ostatnie tygodnie sezonu. Przeciwnik z pierwszej rundy PTG Neto Sokół Łańcut, mimo podjęcia morderczej walki, uległ dwukrotnie na radomskiej hali MOSiR (81:64 i 75:60). Radomianie jechali do Łańcuta ze świadomością, że mają trzy kolejne szanse, aby zapewnić sobie półfinał. W starciu numer trzy gospodarze obronili halę (79:72), jednak już następnego dnia trzecie zwycięstwo (54:69) należało się tylko ROSIE Radom.

W drugiej rundzie (półfinał) na radomian czekała mocna jak zwykle na tym etapie rozgrywek MKS Dąbrowa Górnicza, która w zaledwie trzymeczowej konfrontacji odprawiła z kwitkiem groźnych w sezonie zasadniczym koszykarzy SKK Siedlce. Konfrontacja od początku zapowiadała się na pasjonującą, fizyczną, wyniszcającą ale chyba nikt nie przypuszczał, że aż pięciomeczową. Mająca przewagę własnego parkietu ROSA wygrała minimalnie w pierwszym pojedynku 80:79, jednak już następnego dnia musiała uznać wyższość podopiecznych trenera Wojciecha Wieczorka. W meczu numer trzy obie drużyny postawiły na wyniszczającą defensywę, stąd bardzo niski wynik szczęśliwej dla ROSY konfrontacji (61:65). Radomianie tego dnia gonili przeciwnika a w drugiej połowie dali sobie rzucić zalediwe 21 punktów. Następnego dnia to „Zagłebiacy” dyktowali warunki wytrzymując lepiej trudy poprzedniego spotkania. MKS wygrał 94:90 wyrównując rywalizację, która na decydujące starcie przenoiosła się do Radomia. W piątym, decydującym i niesamowitym zarazem meczu nie zagrał Marcin Kosiński, ukarany w Dąbrowie Górniczej przewinieniem techicznym. Ten decydujący mecz zapisze się  w pamięci miłośników radomskiego basketu z kilku względów. Niesamowity doping radomskich kibiców, którzy tego dnia ubrani na biało, szczelnie wypełnili halę. Niesamowita dramaturgia i zwroty akcji. I w końcu niesamowita gra Artura Donigiewicza (31 punktów i 13 zbiórek) i Huberta Radke (23 punkty i 12 zbiórek) doprowadziła ROSĘ do trzeciego zwycięstwa a co za tym idzie do Wielkiego Finału! W poprzednim sezonie udział w finale dawał obu drużynom awans, w rozgrywkach 2011/2012 zwycięzca mógł być tylko jeden!

W Wielkim Finale na radomian czekała drużyna Startu Gdynia, która przed sezonem również nie ukrywała swoich aspiracji. A więc finał godnych siebie rywali. Rywalizacja przeniosła się nad morze, do lidera rozgrywek po sezonie zasadniczym, który dość gładko w pierwszej rundzie uporał się z AZS Kutno (3:0) a w pólfinale z rewelacją rozgrywek Zniczem Basket Pruszków (3:1). Koszykarze Startu mieli więcej atutów po swojej stronie. Mieli przewagę własnego parkietu, szerszą kadrą a przede wszystkim więcej czasu na regenerację sił i rozpracowanie rywala. Radomianie już dwa dni po meczu z Dąbrową Górniczą wyruszyli w męczącą podróż na Pomorze, jednak do Gdyni jechali po dwa zwycięstwa.

Pierwszy mecz to dość łatwe zwycięstwo radomian (67:82), którzy w drugiej połowie pozwolili Startowi Gdynia na zdobycie jedynie 24 punktów. Nadzieje przed starciem drugim były ogromne, zarówno wśród radomskich sympatyków, którzy wszystkie wyjazdowe mecze play-off’s 2012 mogli oglądać „na żywo” dzięki transmisjom internetowym tvPodkarpacka.pl, jak i samych zawodników. Niestety Start zagrał kapitalną partię, zwłaszcza w obronie, eliminując z gry wysokich zawodników ROSY. Radomianie próbowali odwrócić losy tego spotkania indywidualnymi pojedynkami jednak wynik meczu dla gospodarzy (73:56) dobitnie obrazuje ROSĘ w tamtej konfrontacji.

Mecze w Radomiu miały przechylić wynik rywalizacji na stronę radomian, miały zapewnić miastu awans do najlepszej polskiej ligi. Zarówno w sztabie szkoleniowym, wśród zawodników, jak i wśród kibiców panowała powszechna mobilizacja. Decydujące dla wyniku rywalizacji starcie numer trzy, to mocne uderzenie ROSY, która szybko zaznaczyła swoją przewagę. Kiedy wszyscy myślami byli już w czwartym pojedynku, zdziesiątkowani przez kontuzje i przewinienia gdynianie nagle wrócili do gry. Zła passa ROSY rozpoczęła się od niesamowitej trójki z 3/4 boiska Karola Szpyrki na zakończenie trzeciej kwarty i kolejnych Mateusza Kostrzewskiego i Marcina Malczyka na początku finałowej odsłony. Mimo wszystko radomianie cały czas mieli szansę na zwycięstwo, jednak po ostatnim niecelnym rzucie gdynian z obwodu zabrakło zastawienia i Start doprowadził do szczęśliwej dla siebie dogrywki. Wynik 81:86 pozbawił podopiecznych trenerów Mariusza Karola i Marka Łukomskiego złudzeń i wiary w końcowy sukces. W czwartej konfrontacji tego bardzo ciekawego finału nie udało się doprowadzić do wyrównania. Podopieczni trenera Pawła Turkiewicza zaprezentowali zespołową koszykówkę i niesieni dobrą atmosferą postawili przysłowiową kropkę nad „i”.  Porażka 56:75 bolała ale w tym Finale zwycięzca mógł być tylko jeden!

Sezon 2011/2012, choć debiutancki na szczeblu II ligi, okazał się szczęśliwy i pouczający dla drużyny prowadzonej przez trenerów Karola Gutkowskiego i Jarosława Wróbla. II-ligowy zespół ROSY złożony głównie z juniorów awansował po raz pierwszy do fazy play-off’s, choć tam musiała uznać wyższość bardziej doświadczonych zawodników z PWiK Piaseczno. Trzeba tu jednak nadmienić, że sukces ten nie byłby możliwy bez ogromnego wsparcia Pawła Wiekiery, który w połowie sezonu został „przesunięty” do ROSY II, czy pozostałych zawodników pierwszego zespołu, którzy „gościnnie” walczyli na tym pozimie rozgrywek. W sezonie tym odbyły się także w Radomiu Marcin Gortat Camp 2011 i towarzyszący mu Right Guard Streetball Cup, Ćwierćfinał Mistrzostw Polski Juniorów (U-18) oraz Półfinał Mistrzostw Polski Juniorów (U-20) z udziałem naszych drużyn.

Opracował Michał Wolczyk
Fotografia Tomasz Fijałkowski