„Apetyt rośnie w miarę jedzenia”. Tak najkrócej można podsumować czwarty, a jak się później okazało najlepszy z dotychczasowych sezonów ROSY Radom. Zanim nadeszły spektakularne sukcesy działacze radomskiego Klubu dość mocno „odswieżyli” kadrę dwukrotnych ćwierćfinalistów Mistrzostw Polski.

Pierwszym z nowych zawodników w kadrze Radomskich Smoków był znany z polskich parkietów, solidny środkowy Milan Majstorović. Jak się wkrótce okazało Serb nie zagrał w barwach radomskiej ekipy nawet jednego spotkania, a z powodu kontuzji kolana jego umowa została rozwiązana za porozumieniem stron jeszcze przed startem rozgrywek. Wakat po trenerze Marku Łukomskim, który dostał szansę na pracę w roli pierwszego trenera w zespole King Wilki Morskie Szczecin, objął radomianin, żywy „symbol radomskiej koszykówki” Piotr Kardaś. Włodarze ROSY przedłużyli także o dwa kolejne sezony umowę z Amerykaninem Kimem Adamsem, zakontraktowano kolejnego środkowego, Bośniaka z polskim paszportem Seida Hajricia, a rolę playmakera powierzono bardzo doświadczonemu i znanemu w Tauron Basket Lidze Toreyowi Thomasowi. Ostatnim zawodnikiem, który miał wzmocnić Team Wojciecha Kamińskiego był Amerykanin Calvin Dorsey Harris Jr. Popularny C.J. miał za sobą udane występy w lidze niemieckiej i łotewskiej. Skład radomian uzupełnili zawodnicy z ważnymi kontraktami: najbardziej doświadczony w ekipie, przyszły kapitan Robert Witka, powołany do szerokiego składu Reprezentacji Polski i zarazem najbardziej energetyczny zawodnik minionych rozgrywek Michał Sokołowski, czy zawodnicy z podwójnymi licencjami: Damian Jeszke, Daniel Szymkiewicz, Łukasz Bonarek, Jakub Schenk i radomianin Filip Zegzuła. Wspomniana kontuzja Milana Majstorovicia wymusiła na radomskim Klubie ostatni ruch kadrowy, jakim było zakontraktowanie środkowego, wielokrotnego reprezentanta Ukrainy Igora Zaytseva.

Ta ciekawa mieszanka rutyny i młodości miała pozowolić radomskiej ekipie walczyć o przynajmniej pierwszą szóstkę rozgrywek TBL, co było minimalnym celem na czwarty sezon. Ważnym i zupełnie nowym przedsięwzięciem miał być także udział radomian w europejskich pucharach FIBA Europe Cup, które miały być „drugim frontem” i swoistym „poligonem doświadczalnym”, na którym nasza drużyna, nasza młodzież i cała Organizacja miała zbierać bardzo cenne i procentujące doświadczenia. Sam bardzo uadany okres turniejowy i poźniejszy, minimalnie przegrany mecz o Tauron Superpuchar Polski, potwierdził przypuszczenia, że w Radomiu powstał bardzo ciekawy, a przede wszystkim rozumiejący się kolektyw.

„Prawdziwych mężczyzn poznaje się nie po tym jak zaczynają, lecz po tym, jak kończą…” To popularne powiedzenie, że to koniec wieńczy dzieło, znakomicie koresponduje z ROSĄ Radom, dla której początek sezonu 2015/2016 nie był „usłany różami”. Zaczęło się źle od bardzo pechowej porażki po dogrywce, trochę na własne życzenie, w wyjazdowym meczu z Anwilem Włocławek (92:89). Kilka dni później radomianie przeżywali prawdziwe katysze w pojedynku przed własną publicznością z WKS Śląskiem Wrocław, który ostatecznie jako pierwszy zdobył Halę MOSiR (75:79). W trzeciej kolejce, również na własnym parkiecie, radomianie pokonali beniaminka TBL – BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski (77:65), a trzy dni później rozpoczęli swoją bardzo udaną przygodę z europejskimi pucharami.

Historyczny lot ROSY do rozgrywek FIBA Europe Cup odbył się 27 października 2015 roku z Portu Lotniczego w Radomiu. Liczna delegacja ROSY złożona z członków Teamu, Członków Zarządu ROSA S.A. i środowiska sponsorskiego wyruszyła do fińskiej miejscowości Kotka, by dzień później zobaczyć na własne oczy wymarzony debiut i przekonywujące zwyciestwo ROSY Radom (76:97). Do końca roku kalendarzowego radomianie grali praktycznie co kilka dni, przeplatając udane występy na rodzimych parkietach z potyczkami z duzo bardziej wymagającymi rywalami z Europy. Mimo wszystko bilans pierwszej rundy rozgrywek TBL (13 zwycięstw i 3 porażki) napawały dużym optymizmem a pozycja wicelidera polskiej ekstraklasy była sporym zaskoczeniem.

W „Europie” ROSA Radom także radziła sobie na tyle dobrze, że awans do drugiej rundy pucharów szybko stał się faktem (bilans 4 zwycięstwa i 2 porażki po I rundzie). W kolejnym etapie rozgrywek Team trenera Kamińskiego mierzył się z dużo mocniejszymi rywalami, w tym z późniejszym triumfatorem rozgrywek europejskich, niemieckim Fraport Skyliners Frankfurt. Tylko jedno zwycięstwo w tym etapie nad szwedzkim Södertälje Kings (81:77) było być może szczytem możliwości debiutanta w rogrywkach pucharowych. Niemniej porażki z wymagającymi rywalami ujmy radomianom nie przyniosły, a na pewno zaprocentowały w późniejszej rywalizacji na polskim „froncie”.

Dwa tygodnie po zakończeniu europejskiego „etapu” sezonu 2015/2016 ROSA Radom zdobyła pierwsze, historyczne trofeum, jakim był Puchar Polski w Koszykówce Mężczyzn wywalczony podczas turnieju Dąbrowa Górnicza Basket Cup. Trzy kolejne konfrontacje potwierdziły dobitnie, że ROSĘ stać na wielka koszykówkę, a przede wszystkim na postawienie wymagających warunków głównemu kandydatowi do Złota zbliżających się Mistrzostw Polski – Stelmetowi BC Zielona Góra.

Runda rewanżowa rozgrywek ligowych choć przyniosła jedną porażkę więcej niż pierwszy etap (bilans 12 zwycięstw i 4 porażki), utrzymała „fotel” wicelidera rozgrywek dla ROSY i dała bardzo korzystne rozstawienie w pierwszej rundzie Play-Off. Mimo przewagi własnego parkietu radomianie mieli mierzyć się z drużyną grającą równie fizyczny basket, specjalistami od twardej defensywy, koszykarzami Polfarmex Kutno. Stan rywalizacji (3:0 dla ROSY) w żadnym stopniu nie oddaje trudów tej morderczej batalii, która w każdym z meczów przypominała wręcz walkę na wyniszczenie.

Po wyeliminowaniu w pierwszej rundzie debiutanta w Play-Off Radomskie Smoki stanęły przed jeszcze trudniejszym zadaniem, którym miało być pokonanie etatowego uczestnika rozgrywek medalowych, jednego z najpoważniejszych kandydatów do Wielkiego Finału, niepokonanego we własnym obiekcie – Anwilu Włocławek. Wiceliderzy sezonu zasadniczego zachowali przewagę własnego parkietu, co teoretycznie stawiało ich w uprzywilejowanej sytuacji. Włocławskie Rottweilery jednak już w pierwszym meczu przełamały radomską ofensywę, odnosząc niezmiernie cenne zwycięstwo 58:64. Dla części środowiska koszykarskiego w Polsce stało sie niemal pewne, że włocławianie we własnej hali dokończą dzieła i powalczą o medal najcenniejszej próby. Drugi mecz serii przez przeszło trzy kwarty do złudzenia przypominał poprzedni. Koszykarze obu drużyn pilnowali wyniku, nie chcąc stracić dystansu do rywala. W znakomitej atmosferze zgotowanej przez nadkomplet publiczności i oba fankluby, trwała zażarta walka przez trzydzieści minut meczu. W ostatniej partii meczu radomianie zdemolowali rywala 32:17 udowadniając swoją wyższość nad przeciwnikiem (82:65). Trzeci i czwarty pojedynek rozgrywany już we włocławskiej Hali Mistrzów był niejako konsekwencją końcówki drugiego spotkania. W trzecim, bardzo jednostronnym pojedynku, koszykarze ROSY Radom grający bez swojego punktowego lidera C.J. Harrisa udowodnili swoją wyższość nad rywalem, zdobywając to, co było w tym sezonie dla wszystkich w Tauron Basket Lidze niezdobyte. „Twierdza Włocławek” podła po raz pierwszy (56:71) a jak się okazało dwa dni póżniej nie po raz ostatni. Zapowiadana „Wielka Wojna” stała się popisem gry jednego aktora, a właściwie „aktorów” z Radomia. Czwarty mecz wygrany 61:75 dał ROSIE Radom historyczny Wielki Finał Mistrzostw Polski. Tym samym miasto Włocławek po raz kolejny stało się ważnym punktem w historii radomskiej koszykówki.

Dla radomian już samo uczestnictwo w Wielkim Finale Mistrzostw Polski było największym w historii osiągnięciem. Jednak kiedy się już jest na „wyżynach”, kiedy presja jest po stronie „murowanego” faworyta, nie pozostaje nic innego jak stanąć w szranki z silniejszym przeciwnikiem, jak mityczny Dawid do konfrontacji z Goliatem. ROSA Radom skazana przez wszystkich na pożarcie, w pierwszym bardzo kontrowersyjnym pojedynku dopiero po dwóch dogrywkach uległa pewniakowi do złota – Stelmetowi BC Zielona Góra (86:80). Team Kamińskiego był bliski odniesienia wyjatkowo cennego zwycięstwa i postawienia przeciwnika przed jeszcze większą presją. Wszystko zostało postawione na jedną kartę a postawa w kolejnych bataliach, była konsekwencją walki na 100% w pierwszym meczu. Stelmet BC w trzech kolejnych bataliach udowodnił swoją wyższość wygrywając kolejno: 70:51, 53:65 i 53:64. Zielonogórzanie wywalczyli tym samym kolejne złoto dla swojego klubu, jednak w Radomiu nikt z powodu czwartej porażki nie rozpaczał. Tuż po ostatnim gwizdku wybuchły szampany, a ceremonia Wicemistrzów Polski 2016 – ROSY Radom przyćmiła wręczenie złotych medali dla przeciwników. Radomskie Smoki przed własną publicznością świętowały swój pierwszy w historii medal a wszyscy w Radomiu mieli nadzieję, że nie ostatni…
Opracował Michał Wolczyk
Fotografie Tomek Fijałkowski