Najpierw powoli, jak żółw ociężale, ruszyła maszyna… – nie tylko początek słynnego wierszyka Juliana Tuwima „Lokomotywa”, jak ulał pasuje do postawy ROSY Radom w wyjazdowym meczu z Asseco Gdynia. Najważniejszy w tym wszystkim jest fakt, że Radomskie Smoki dotarły do właściwej stacji o nazwie ZWYCIĘSTWO!

Długo przed meczem, trener ROSY Wojciech Kamiński stwierdził, że najważniejsze w tym meczu będzie zachowanie należytej koncentracji. Szybko okazało się, że słowa słowami, a rzeczywistość rzeczywistością. Mówiąc wprost, koszykarze z Radomia źle weszli w ten mecz. Sporo było strat, defensywa pozostawiała dużo do życzenia, a ofensywa wyglądała jeszcze słabiej. W efekcie skazywane na pożarcie Asseco osiągnęło w pewnym momencie drugiej kwarty 14 punktów przewagi i zapachniało sensacją.

Na szczęście ROSA, niczym bajkowa lokomotywa, rozpędzała się bardzo powoli, ale skutecznie. Sygnał do ataku dał Robert Witka, potem dołączył Jarosław Zyskowski, aż wreszcie punktować zaczął Ryan Harrow. Po przerwie radomianie nie tylko szybko dopadli rywala, ale wyszli również na prowadzenie.

Kiedy za pięć fauli plac gry opuścił środkowy Asseco Mikołaj Witliński, sporą przewagę, nasz zespół, zyskał również pod koszem. W zbiórkach górował co prawda już wcześniej, teraz przełożyło się to również na zdobycze punktowe, głównie Darnella Jacksona.

Rozpędzona ROSA, do ostatniej syreny, grała już rozważnie, tak naprawdę rozstrzygając mecz długo przed jego zakończeniem.

ASSECO GDYNIA – ROSA RADOM 80:90 (22:16, 20:16, 19:30, 19:28)

Asseco: Szubarga 16 (4), Put 14 (3), Witliński 7, Jankowski 3 (1) oraz Szczotka 15 (1), Ponitka 10, Konopatzki 1, Czerlonko 0, Szymański 0, Kamiński 0, Frąckiewicz 0.

ROSA: Witka 18 (3), Harrow 16 (2), Zyskowski 15 (2), Jackson 13, Sokołowski 7 (1) oraz Szymkiewicz 11 (2), Zajcew 8 (2), Adams 2, Zegzuła 0, Jeszke 0.

PEŁNE STATYSTYKI

GRZEGORZ STĘPIEŃ