I znów momenty były, ale zbyt krótkie, żeby stawić czoła doświadczonemu wicemistrzowi Francji. Tym razem silniejszy od ROSY Radom okazał się SIG Strasbourg. Głównie dlatego, że popełnił zdecydowanie mniej błędów i opanował strefę podkoszową.

To był czwarty z rzędu mecz Radomskich Smoków przed własną publicznością. O ile w Polskiej Lidze Koszykówki, ROSA przegrała dwa pojedynki, o tyle w Basketball Champions League, mogła mieć nawet dwa zwycięstwa. Ostatecznie ta sztuka się nie udała, choć drużyna francuska z pewnością była w połowie listopada do pokonania.

Radomianie zaczęli nieźle. Twarda obrona nie ułatwiała rywalowi zadania i choć atak nie wyglądał rewelacyjnie, gospodarze wyszli kilka razy na prowadzenie. Już jednak pod  koniec pierwszej kwarty zaczęły mnożyć się dziwne straty, które gracze SIG zamieniali na punkty. Również już wtedy uwidoczniła się dominacja gości w „pomalowanym”. Najwyższy na parkiecie Miro Bilan robił użytek nie tylko ze swojego wzrostu (213 cm), ale również siły i umiejętności.

Jeszcze przed przerwą ROSA dotrzymywała kroku przeciwnikowi. Z dystansu trafił Igor Zaytsev, swoje dołożyli Kevin PunterRyan Harrow, „trójka” wpadła Filipowi Zegzule. W drugie połowie, ekipa ze Strasbourga szybko odjechała jednak na 10 „oczek”, a potem radomianie byli stale krok z tyłu za rywalem. Kiedy z dystansu zaczął trafiał Kevin Punter, wynik był już rozstrzygnięty.

ROSA RADOM – SIG STRASBOURG 63:74 (12:16, 14:14, 18:21, 19:23)
R
OSA: Punter 22 (3), Harrow 12 (1), Auda 10, Sokołowski 2, Witka 0 oraz Zaytsev 11 (2), Zegzuła 3 (1), Bojanowski 2, Trojan 1, Piechowicz 0, Szymański 0, Szczypiński 0.
SIG: Bilan 13, Logan 10 (2), Wright 10 (1), Labeyrie 10, Sy 3 oraz Dixon 13 (1), Atkins 10, Leloup 3 (1), Cortale 2, Beyhurst 0.