Do zwycięstwa jeszcze trochę zabrakło, ale ROSA Radom znów walczyła, znów pokazała charakter, znów miała sporo dobrych fragmentów gry. Lepsza okazała się Olimpija Ljubljana, która zepchnęła nasz zespół na ostatnie miejsce w tabeli grupy C Basketball Champions League, lecz radomianie naprawdę nie muszą się po tym starciu wstydzić.

Przede wszystkim radomianie zaczęli nieco lepiej bronić. Nie przez cały mecz, nie w każdej sytuacji, ale spore fragmenty dobrej defensywy – niegdyś znaku firmowego teamu trenera Wojciecha Kamińskiego – ponownie się pojawiły. Tak było choćby w kwarcie otwarcia, kiedy ROSA nie odstawała od Olimpiji. Problem był natomiast w ataku i tylko dlatego przyjezdnym nie udało się wypracować przewagi.

Pierwsi w ofensywie otworzyli się miejscowi. Zaczęły im wpadać rzuty zza łuku, pod koszem nie do zatrzymania był Jordan Morgan. I właśnie niedługo przed przerwą zespół ze stolicy Słowenii „uciekł” naszej drużynie. To potem zaważyło na wyniku końcowym, bo co prawda dwie kolejne kwarty gospodarze rozpoczynali od wysokiego prowadzenia, ale za każdym razem ROSA niwelowała straty i momentami wydawało się, że może powalczyć nawet o końcowe zwycięstwo.

Dobrze prezentował się Patrik Auda, jak zawsze walczył Michał Sokołowski, wreszcie otworzył się rzutowo Kevin Punter, swoje dokładał Igor Zaytsev. Pozytywnie zaprezentował się też Szymon Szymański, który grał dużo, nieźle wywiązywał się z powierzonych mu zadań, zbierał cenne doświadczenie.

PETROL OLIMPIJA LJUBLJANA – ROSA RADOM 80:72 (10:10, 24:15, 27:28, 19:19)
Olimpija: Morgan 21, Hrovat 11 (2), Span 10 (2), Badzim 6, Bubnic 5 (1) oraz Oliver 12 (1), Lorbek 12 (4), Barbaric 3, Radulovic 0, Jurcek 0.
ROSA: Auda 17 (1), Punter 14 (2), Zaytsev 14 (1), Sokołowski 14, Szymkiewicz 4 oraz Szymański 5 (1), Harrow 4, Piechowicz 0.

GAS