Przestój ROSY Radom zaraz po przerwie zadecydował o jej wyjazdowej porażce z Medi Bayreuth w Basketball Champions League. Porażka jest porażką, ale z gry Radomskich Smoków płynie coraz więcej optymizmu. Żeby tylko na parkiet mogli wrócić jak najszybciej kontuzjowani gracze: Robert Witka i Jarosław Trojan…

Radomianie wciąż szukają dyspozycji z początku sezonu. A może bardziej rozwiązań, które pozwoliłyby zneutralizować dziurę pod koszem powstałą po urazach i przymusowej absencji wspomnianych zawodników.
I trzeba przyznać, że coraz lepiej im to wychodzi. Para Igor Zaytsev, Patrik Auda radzi sobie nieźle, trochę bez opamiętania, ale coraz lepiej strzela znów Kevin Punter, wsparcie idzie też od innych.

Trochę szkoda, że gracze ROSY popełnili sporo prostych błędów w końcówce pierwszej kwarty, bo w drugiej spisywali się rewelacyjnie i prowadzenie do przerwy mogło być nawet wyższe. A tak przestój z trzeciej odsłony widowiska pozwolił zespołowi z Niemiec na wypracowanie bezpiecznej przewagi i na jej zniwelowanie zwyczajnie brakowało już czasu.

Nasza drużyna ciągle niespecjalnie spisuje się w defensywie i to na pewno wymaga poprawy. Lepiej jest natomiast w ataku i to z pewnością może napawać optymizmem na przyszłość.
I jeszcze jedna, fajna sprawa. Najbardziej efektowną akcję meczu wykonała para Ryan Harrow, Szymon Szymański. Cieszy fakt, że zwłaszcza ten ostatni ma coraz mniej kompleksów w starciach ze znacznie bardziej doświadczonymi rywalami.

MEDI BAYREUTH – ROSA RADOM 90:85 (23:16, 23:32, 30:15, 14:22)
Medi:
York 20 (2), Brooks 11 (2), Robinson 10 (1), Seiferth 8, Linhart 5 (1) oraz Marei 13, Cox 9 (1), Wachalski 5 (1), Amaize 4, Doreth 3 (1), McCrea 2.
ROSA: Auda 22, Punter 21 (3), Zaytsev 10, Sokołowski 5 (1), Szymkiewicz 2 oraz Harrow 13 (2), Piechowicz 8, Zegzuła 2, Szymański 2, Bojanowski 0.

GAS