Nie ma zwycięstwa ROSY Radom, nie będzie też zapewne finałowego turnieju Pucharu Polski z naszym udziałem. Lepsze w Gdyni okazało się miejscowe Asseco, choć już po pierwszej kwarcie miało do odrobienia dystans 18. punktów. W ostatniej akcji piłka także była w naszych rękach, ale po rzutach i próbach ponowienia, nie chciała znaleźć drogi do kosza gospodarzy…

Oba zespoły zafundowały swoisty rollercoaster, ale finalnie tylko Asseco mogło cieszyć się z tej szalonej jazdy bez trzymanki. ROSA za szybko podała rywalowi rękę, zawaliła ostatnią minutę meczu, a i tak mogła wygrać.

Co jest znamienne, a zdarza się nie pierwszy raz w tym sezonie, radomski zespół „załatwili” jego byli gracze. Co prawda Jakub Garbacz i Mikołaj Witliński nigdy nie wystąpili w seniorskiej drużynie ROSY, ale nie zmienia to faktu, że reprezentowali jej barwy i w juniorskich ekipach radzili sobie naprawdę dobrze. Podobnie jak teraz w Gdyni, bo obaj zdobyli po 23 punkty, walnie przyczyniając się do wygranej gospodarzy. Jakub Garbacz jak natchniony trafiał z dystansu, a dołożył jeszcze 9 zbiórek. Mikołaj Witliński miał świetne 8-11 z gry (2-2 za trzy) i także skutecznie walczył pod koszem.

Nie byłoby jednak tego wszystkiego gdyby Radomskie Smoki choć w niewielkim stopniu utrzymały intensywność z pierwszej kwarty. W tej części gry przejechali się bowiem po miejscowych, grając z dużą swobodą, twardą obroną i dobrą skutecznością. Przewaga rosła w okamgnieniu i kiedy na koniec tej partii sięgnęła 18. punktów, chyba mało kto przypuszczał, że już po przerwie to ROSA będzie zmuszona do gonienia wyniku.

A jednak. Radomianie odpuścili w defensywie, dali rozstrzelać się przeciwnikom, a co gorsza, totalnie zacięli się w ataku. Szczególnie widoczne było to w rzutach z dystansu, bo „trójki” zwyczajnie nie chciały wpadać. Na nic zdawały się próby przełamania, a celował w tym niestety Michał Sokołowski, który zaliczył wstydliwe 1-11 z dystansu, bo to gdynianie zaczęli budować przewagę.

ROSA jeszcze raz opanowała sytuację, wydawało się, że przejęła kontrolę w czwartej kwarcie, ale znów pojawiły się jakieś dziwne straty, nieudane próby w ataku, błędy, które można wytłumaczyć wyłącznie zmęczeniem. Mimo beznadziejnej sytuacji w końcówce, goście z Radomia i tak mogli sprawić, żeby ten horror zakończył się happy endem. Piłka nie chciała jednak znaleźć drogi do kosza…

ASSECO GDYNIA – ROSA RADOM 82:83 (8:26, 27:16, 30:19, 18:21)
Asseco: Garbacz 23 (6), Szczotka 12 (2), Żołnierewicz 10 (2), Wyka 9 (1), Szubarga 2, oraz Witliński 23 (2), Ponitka 4, Jankowski 0, Put 0.
ROSA: Punter 22 (1), Zaytsev 12 (1), Auda 11 (1), Sokołowski 8 (1), Szymkiewicz 7 (1), oraz Harrow 17 (1), Piechowicz 3 (1), Szymański 2, Zegzuła 0.

GAS, MŁ