Bodaj najsłabszy występ w sezonie zanotowała ROSA Radom w Gliwicach. Beniaminek , miejscowy GTK w pełni zrewanżował się za porażkę w Radomiu i tym razem ton praktycznie zmiótł rywala z parkietu. Niestety, radomianie robili bardzo niewiele, żeby tej, wysokiej porażce zapobiec.

To, że gracze ROSY mogą czuć się zmęczeni jest oczywiste, ale w Gliwicach byli cieniami samych siebie. Jeszcze przed przerwą były jakieś fragmenty niezłej gry ROSY, były próby podjęcia walki. Co prawda już na początku meczu GTK wyszło na prowadzenie, ale nasi koszykarze jakoś trzymali wynik. Działo się tak mimo tego, że strata goniła stratę (10 w pierwszej połowie), a gospodarze świetnie czuli się zwłaszcza w rzutach zza łuku (8 celnych przed przerwą na 13 prób). Ba, ROSA nawet wyszła na prowadzenie w drugiej odsłonie widowiska, ale… potem zupełnie oddała pole przeciwnikowi.

Gliwiczanie skrzętnie korzystali z prezentów i budowali coraz to większą przewagę. Grali zespołowo, a każdy z graczy stanowił potencjalne zagrożenie w ataku. Dwucyfrowe osiągnięcia w tym względzie zanotowało aż pięciu zawodników GTK, a dwóch kolejnych było bardzo blisko tego osiągnięcia.

Radomianie natomiast wyglądali jakby przedwcześnie stracili resztki sił. Stąd masa błędów, spóźnione obrony, nie nadążanie za rywalami. I trudno tu o jakieś indywidualne wycieczki. Wszyscy zagrali źle i o tym meczu trzeba jak najszybciej zapomnieć.

GTK GLIWICE – ROSA RADOM 96:73 (20:15, 25:24, 24:14, 27:20)
GTK: Williams 15 (3), Hooker 15 (1), Morgan 15, Salamonik 11 (1), Piechowicz 2, oraz Palyza 11 (3), Radwański 8 (2), Pieloch 8 (2), Skibniewski 6 (2), Zmarlak 3, Ratajczak 2, Jędrzejewski 0.
ROSA: Punter 15 (1), Auda 10, Szymkiewicz 8, Sokołowski 4, Zaytsev 4, oraz Harrow 14 (1), Zegzuła 9 (1), Piechowicz 3 (1), Trojan 2, Szymański 2, Bojanowski 2.

GAS, MŁ