Kapitalna końcówka meczu w wykonaniu ROSY Radom dała zwycięstwo nad Kingiem Szczecin. A łatwo nie było, bo przez większą część spotkania, Radomskie Smoki musiały gonić wynik. Kiedy już jednak dopadły rywala, nie wypuściły wygranej z rąk.

Początkowo szło jak po grudzie. Radomianie nie mogli odnaleźć się w ataku, King powolutku budował przewagę. Gospodarzy co rusz karcił Carlos Medlock, a wiele bezpańskich piłek do kosza dostarczył Łukasz Diduszko. Na szczęście przy prowadzeniu szczecinian 19:10 w grze ofensywnej coś drgnęło. Dobrą zmianę dał Ryan Harrow, trafił z dystansu inny zmiennik Filip Zegzuła i mecz się wyrównał.

Kiedy wydawało się, że ROSA łapie już właściwy rytm, King znów odskoczył, a w rolę świetnego rezerwowego znów potwierdził Paweł Kikowski.

Na więcej miejscowi już nie pozwolili. W czwartej kwarcie obejrzeliśmy radomski walec, który bezlitośnie rozjeżdża przeciwnika. ROSA zaczęła agresywnie bronić, a w ofensywie zaprezentowała tak repertuar zagrań, że ręce same składały się do oklasków. Sygnał do ataku dał „trójką” Michał Sokołowski, poprawili: Igor ZaytsevKevin Punter, ale prawdziwy koncert grał Daniel Szymkiewicz. Dość powiedzieć, że swój występ zakończył z 15. punktami, 8. zbiórkami i 8. asystami i 4. przechwyty. Triple-double było całkiem blisko…

Teraz ROSĘ czeka długa przerwa, bo następny mecz dopiero w sobotę 3 marca w Sopocie. Przed własną publicznością Radomskie Smoki zaprezentują się ponownie w środę 7 marca, kiedy podejmować będą TBV Start Lublin.

ROSA RADOM – KING SZCZECIN 90:77 (15:19, 26:24, 18:23, 31:11)
ROSA: Punter 22 (2), Szymkiewicz 15, Auda 10, Sokołowski 8 (1), Fraser 2, oraz Harrow 15 (3), Zaytsev 12 (1), Zegzuła 6 (1), Bojanowski 0, Piechowicz 0.
King: Medlock 19 (5), Diduszko 14 (2), Jogėla 10, Paliukenas 4, Harris 3 (1), oraz Kikowski 16 (2), Kowalczyk 7 (1), Bartosz 4.

GAS, MŁ