O obecnej sytuacji w klubie, przerwie w rozgrywkach, dumie z posiadania reprezentantów kadr narodowych i prognozach na przyszłość mówi Piotr Kardaś, prezes ROSA SA Radom w rozmowie z Grzegorzem Stępniem.

Grzegorz Stępień: – Kurz po Pucharze Polski już nieco odpadł, ROSY Radom w tych rozgrywkach nie było, ale zapewne duma rozpierała Pana Prezesa, gdy najniższy w konkursie wsadów, nasz playmaker Ryan Harrow, okazał się najlepszy?
Piotr Kardaś:
– Miałem tę przyjemność, że mecze Pucharu Polski, no i oczywiście konkurs wsadów oglądałem „na żywo”. Rzeczywiście Ryan pokazał klasę, również w jego imieniu przyjąłem wiele gratulacji. Najfajniejsze było to, że Ryan podchodził do każdej kolejnej próby spontanicznie, a już wszystkich wprawił w konsternację, kiedy w finale poprosił o asystę Jakuba Garbacza, nigdy z nim przecież wcześniej nie trenując. Wszystko wyszło jednak znakomicie, a Ryan zasłużenie zgarnął nagrodę dla najlepszego dunkera w konkursie.

Puchar Polski był także okazją do spotkania włodarzy klubów z władzami Energa Basket Ligi. Dyskutowaliście między innymi o ewentualnym zniesieniu przepisu nakazującego stałą grę podczas meczu EBL co najmniej dwóch Polaków. Spośród wszystkich zespołów, tylko przedstawiciele ROSY Radom i Stelmetu Enea BC Zielona Góra opowiedzieli się za pozostawieniem przepisu w dotychczasowym kształcie…
– Znamienne jest to, że za pozostawieniem w  grze co najmniej dwóch Polaków były kluby występujące w Basketball Champions League. A teoretycznie to nam powinno zależeć na kontraktowaniu większej liczby zawodników zagranicznych. A jednak chcemy, że polscy gracze dostawali szanse i występowali na parkiecie. Mogę w tej kwestii mówić tylko za siebie, ale podejrzewam, że i właściciel Stelmetu, Janusz Jasiński przychyliłby się do tej opinii. Otóż, jeśli nam wszystkim zależy na rozwoju koszykówki, na próbie dołączenia do najlepszych, na zaistnieniu na arenie międzynarodowej, to musimy stawiać na Polaków. Nie możemy żyć tylko chwilą, martwić się co jest tu i teraz, bo to zwykła krótkowzroczność i dreptanie w miejscu. I tu naprawdę nie chodzi o pieniądze. Jeśli na zniesieniu obecnego przepisu zaoszczędzilibyśmy, powiedzmy 10%, kosztem pozbawienia rozwoju wielu rodzimych zawodników, to moim zdaniem nie warta skórka wyprawki.

Przerwa na puchar i reprezentację to dla klubów czas na lekkie wytchnienie, przemyślenia, może nadrobienie jakichś zaległości. W ROSIE to także czas asymilacji nowego gracza.
– Z tym wytchnieniem to bym nie przesadzał, bo naprawdę mamy masę pracy na polu organizacyjnym i sportowym. Rzeczywiście to także okres wprowadzenia do drużyny A.J. Englisha, którego szybko udało się pozyskać po odejściu do AEK Ateny Kevina Puntera. Myślę, że nowy Amerykanin już złapał kontakt z zespołem, już pokazał na treningach próbkę swoich niemałych możliwości i na tę chwilę mogę powiedzieć, że przy transferze Kevina Puntera, na którym powtórzę – naprawdę nam specjalnie nie zależało, ale który w gruncie rzeczy był nieuchronny – udało nam się znaleźć godnego następcę i naprawdę wartościowego koszykarza. Liczymy bardzo, że to wszystko co prezentuje na zajęciach, pokaże również w walce o ligowe punkty.

Ta asymilacja A.J. Englisha nie przebiega jednak w pełni komfortowych warunkach, choćby dlatego, że ze względu na obowiązki reprezentacyjne, zajęć z ROSĄ nie może prowadzić główny coach Wojciech Kamiński.
– Podkreślę to bardzo jasno i wyraźnie – jesteśmy dumni, że trener Wojciech Kamiński i nasz zawodnik Michał Sokołowski mogą reprezentować nasz kraj. Zawsze uważałem i uważam nadal, że występy w kadrze narodowej to największe wyróżnienie i ogromny honor dla każdego. Tak dla Polaków, jak i Igora Zaytseva, czy Patrika Audy, którzy również przebywają ze swoimi zespołami narodowymi, odpowiednio – Ukrainy i Czech.
W klubie sobie poradzimy. Mamy drugiego trenera Andrzeja Urbana, który ma szansę prowadzić zajęcia samodzielnie, ale po dokładnych instrukcjach od pierwszego trenera. Są także: Artur Pacek i Marcin Babut, którzy świetnie znają poszczególnych graczy i specyfikę zespołu, więc naprawdę nie widzę problemu w przygotowaniach do dalszej części sezonu.

No właśnie, począwszy od marca, drużyny w EBL czeka prawdziwy maraton. Nie obawia się Pan, że znów może przytrafić się ROSIE jakaś zadyszka?
– O to akurat obawiam się najmniej, bo dla nas granie co trzy dni jest normalne od początku sezonu. Takie sytuacje znamy z autopsji, a przecież podróże po Polsce nie są tak odległe jak po całej Europie. Damy radę!

Jak realnie ocenia Pan szanse ROSY na udział w playoffs?
– Nie chcę podawać jakichś liczb, procentów, bo sport to nie matematyka. Sporo zależy od nas, ale równie dużo od rywali. Robimy wszystko, żeby szanse na awans do playoffs zwiększyć, wierzę mocno, że ta praca przyniesie efekty na koniec sezonu zasadniczego. A jeśli dostaniemy się do najlepszej ósemki rozgrywek to potem wszystko jest możliwe. Wiem, że krąży w środowisku opinia iż Stelmet, czy Anwil są poza zasięgiem, ale uważam, że takie oceny są zbyt dużym uproszczeniem. O tym, że jest inaczej świadczą chociażby ostatnie rozstrzygnięcia w Pucharze Polski. Sport jest nieprzewidywalny!

Rozmawiał GRZEGORZ STĘPIEŃ