Już początek wyjazdowego meczu ROSY Radom z Treflem Sopot nie zapowiadał niczego dobrego dla przyjezdnych. A, że potem było niewiele lepiej z końcowego zwycięstwa mogli cieszyć się gospodarze. Radomskim Smokom pozostaje nadzieje, że w kolejnych pojedynkach wygrane będą możliwe, bo drużyna potrzebuje ich bardzo.

Kłopoty ROSY zaczęły się długo przed pierwszym gwizdkiem sędziego. W tygodniu poprzedzającym mecz rozchorował się Ryan Harrow, ale istniał cień nadziei, że amerykański playmaker zagra jednak w Sopocie. Niestety, wirus grypy okazał się silniejszy i i radomskiego rozgrywającego ze Stanów Zjednoczonych nie obejrzeliśmy w akcji.

Mecz w nadmorskim kurorcie był bliźniaczo podobny do pierwszego starcia obu drużyn w tym sezonie. Na początku listopada w Radomiu, wysokie prowadzenie w pierwszej kwarcie objął Trefl i nie oddał go do końca pojedynku. Teraz było tak samo. Radomska obrona nie mogła poradzić sobie z rozpędzonym zespołem z Sopotu, którym bardzo umiejętnie dowodził Obbie Trotter.

Trefl był lepszy w wielu elementach, ale najbardziej rzucała się przewaga w „strzałach” z dystansu i asystach. ROSA zanotowała wstydliwy 16,1 procent „trójek” i zaliczyła 13 asyst, podczas gdy Trefl trafił ponad 48 procent rzutów z dystansu, a jego gracze asystowali 22 razy.  Gospodarze dostali też szersze wsparcie od rezerwowych, co przełożyło się również na zdobycze punktowe.

W ROSIE zadebiutował A.J. English i od razu, z wynikiem 23 punkty, został najlepszym strzelcem zespołu. Celownik miał jednak rozregulowany, bo na 13 prób z dystansu, tylko 3 okazały się celne. Lepiej radził sobie w wejściach pod kosz, a często faulowany, wykorzystał 10 z 12 rzutów wolnych.

TREFL SOPOT – ROSA RADOM 90:76 (32:19, 19:14, 17:23, 22:20)
Trefl: Trotter 22 (4), Zack 16, Love 14 (3), Mielczarek 10 (2), Śmigielski 5 (1) oraz Dylewicz 9 (1), Karolak 7 (1), Ł.Kolenda 5 (1), M.Kolenda 2, Walda 0, Motylewski 0.
ROSA: English 23 (3), Auda 16 (1), Fraser 14, Sokołowski 7 (1), Szymkiewicz 2 oraz Zajcew 14, Piechowicz 0, Bojanowski 0, Zegzuła 0.

GAS