Wyjazdowe zwycięstwa nad mistrzem Polski – Stelmetem Enea BC Zielona Góra oraz wicemistrzem – Polskim Cukrem Toruń udowodniły, że ROSY Radom wciąż muszą obawiać się wszyscy w Energa Basket Lidze. – Dla nas były to przede wszystkim bardzo ważne kroki przybliżające nas do fazy playoffs. Przed nami kolejne wyzwania, osiem decydujących pojedynków sezonu, z których aż pięć zagramy u siebie. To w nich głównie liczymy na mocne wsparcie kibiców. Razem naprawdę możemy wszystko! – podkreśla prezes klubu Piotr Kardaś.

Koszykarski maraton z udziałem ROSY Radom rozkręcił się na dobre. W odróżnieniu od większości zespołów Energa Basket Ligi, dla naszej ekipy to jednak nie pierwszyzna. Zespół trenera Wojciecha Kamińskiego zaprawiony jest w rozgrywaniu częstych bojów, a i podróże do hal rywali weszły w stały rytuał radomskich graczy.

W marcu ROSA rozegrała już trzy spotkania. Najpierw trzeba było przełknąć gorycz wyjazdowej porażki z Treflem Sopot, ale za to potem w świat poszły wieści o świetnej grze i co ważniejsze wygranych w Zielonej Górze i Toruniu. Radomianie nie zwalniają jednak tempa, a wręcz będzie ono podkręcone.

Już w najbliższą niedzielę 18 marca, ROSA wraca do własnej hali. Mecz z również odrodzonym MKS-em Dąbrowa Górnicza na pewno dostarczy spodziewanych emocji, a my liczymy że Radomskie Smoki dostaną w nim duże wsparcie trybun. W środę 21 marca wyjazd do AZS-u Koszalin, a w niedzielę 25 marca znów powrót na własne śmieci i starcie z Miastem Szkła Krosno. Pierwszy wiosenny miesiąc nasza drużyna także zamknie w Radomiu, podejmując w środę 28 marca Polpharmę Starogard Gdański.

Cztery ostatnie pojedynki sezonu odbędą się w kwietniu. Najtrudniejszy wydaje się wyjazd na mecz z PGE Turowem Zgorzelec (7 kwietnia). W niedzielę 15 kwietnia ROSA podejmie TBV Start Lublin, w środę 18 kwietnia zmierzy się z Legią w Warszawie, a sezon zasadniczy zakończy pojedynkiem z Asseco Gdynia, w niedzielę 22 kwietnia we własnej hali.

– Ośmiu naszych rywali nie jest może z najwyższej półki, ale my nie kalkulujemy. Przeżyliśmy w tym sezonie zbyt wiele niespodzianek, zarówno na plus, jak i na minus, żeby bawić się w jakieś przewidywania. Chcemy grać swój dobry basket, mocno koncentrować się na każdego przeciwnika, dawać radość naszym kibicom i wspólnie z nimi świętować ewentualne zwycięstwa – kończy Piotr Kardaś.