Pewien niedosyt pozostał, ale kiedy opadły już emocje po przegranej batalii w playoffs ze Stelmetem Enea BC Zielona Góra, piąta lokata w Energa Basket Lidze jest w ROSIE Radom rozpatrywana w kategoriach tej, oddającej aktualne możliwości klubu. – A może nawet ciut więcej, bo za naszymi plecami zostały organizacje z większymi budżetami, większymi aspiracjami i większymi tradycjami – zauważa prezes ROSA SA Piotr Kardaś.

Pech na samym początku
Jeszcze przed startem polskiej ligi, ROSA pokazała spore możliwości, pomyślnie przechodząc eliminacje do Basketball Champions League, czym rozbudziła spore nadzieje na bardzo udany sezon. I myślenie takie wcale nie było na wyrost, bo choć budżetowo radomianie plasują się gdzieś w połowie stawki EBL, to zbilansowany skład i dobre występy w meczach o stawkę rzeczywiście napawały optymizmem.

Problem pojawił się jednak już na samym początku rywalizacji w sezonie 2017/2018. Ten problem nazywał się: kontuzja Daniela Szymkiewicza. Kontuzja pierwszego playmakera spowodowała kłopoty kadrowe i rotacyjne, które co prawda nie były od razu wyraźnie widoczne, ale im więcej rozgrywanych spotkań, tym bardziej się pogłębiały. Diagnozy lekarskie też nie były jednoznaczne i właściwie nie wiadomo było kiedy można spodziewać się powrotu „Szymka” do treningów i gry.

Zaistniała więc potrzeba zakontraktowania nowego rozgrywającego, a został nim dobrze znany w Radomiu Ryan Harrow. To pozwoliło na złapanie oddechu w rywalizacji na dwóch frontach i wygranie kilku ważnych spotkań, które w końcowym rozliczeniu okazały się niezwykle istotne.

Koszykarskie maratony
Równolegle z polskimi ekipami, ROSA zmagała się z przedstawicielami innych krajów w BCL. Losowanie okazało się niezbyt łaskawe, bo Smoki trafiły na uznane w Europie ekipy i wraz z nimi stworzyły absolutnie najsilniejszą grupę Ligi Mistrzów. Z drugiej strony konfrontacje z: AEK Ateny, Estudiantes Madryt, Banvit Bandirma, SIG Strasbourg, Medi Bayreuth, Olimpiją Ljubljana, czy Umana Reyer Wenecja były niezwykle interesujące, a marka ROSA stała się rozpoznawalna na całym Starym Kontynencie.

Co ciekawe, mimo dość wąskiego składu, zespół trenera Wojciecha Kamińskiego, radził sobie bardzo dzielnie, również z potentatami. Wygrał z ubiegłorocznym triumfatorem BCL – Banvitem, na zakończenie europejskiej przygody, rozprawił się też ze słoweńską legendą – Olimpiją. Ponadto w większości spotkań, ROSA walczyła, wielokrotnie przegrywała nieznacznie i na pewno wstydu nie przyniosła.

Problemem stało się oczywiście granie co trzy dni, długie podróże po Europie, czyli prawdziwe koszykarskie maratony. W międzyczasie ze składu wypadł bowiem drugi z ważnych graczy – Robert Witka i trzeba było szukać dużo młodszych i mało ogranych zastępców. Niemniej, doświadczenia zdobytego w Lidze Mistrzów, zarówno pod względem sportowym, jak i organizacyjnym, nikt już ROSIE nie odbierze.

Lwi pazur Smoków
Sytuacja troszkę zaczęła wymykać się spod kontroli, kiedy w polskiej lidze pojawiły się dwie, czy trzy nieprzewidziane porażki, na urazy zaczęli narzekać inni gracze, a zespół wypadł poza ósemkę w tabeli. Skutkowało to brakiem ROSY w turnieju Pucharu Polski, zaczęło się też nerwowe liczenie ewentualnych punktów, które trzeba zdobyć, żeby zakwalifikować się do playoffs. Nie ma co ukrywać, że spora grupa hejterów postawiła krzyżyk na radomskim zespole, pojawiały się nawet absurdalne wpisy domagające się zmiany trenera. Zarząd doskonale zniósł jednak zewnętrzną presję, a po kilku korektach w składzie, dobitnie okazało się kto miał rację.

W międzyczasie do AEK Ateny odszedł Kevin Punter (zdobył z nim później Puchar Grecji i wygrał Ligę Mistrzów), a na wypożyczenie do MKS-u Dąbrowa Górnicza trafił Jarosław Trojan. Do ekipy Smoków dołączyli natomiast: Michael FraserA.J. English. Obaj szybko złapali dobry kontakt z nowymi kolegami i do drużyny wnieśli wiele pozytywów.

Efekt zaskoczył chyba nawet optymistów. ROSA wygrała osiem z ostatnich dziewięciu spotkań sezonu zasadniczego, pokonując po drodze w meczach wyjazdowych: mistrza – Stelmet Zielona Góra i wicemistrza – Polski Cukier Toruń. Pozwoliło to na znaczny awans w tabeli i piątą pozycję po pierwszej fazie rozgrywek.

Playoffs to zawsze loteria
Radomianie nie kalkulowali, a wygrywając ostatni mecz sezonu zasadniczego z Asseco Gdynia, trafili w ćwierćfinałach na mocną ekipę z Zielonej Góry. Rywalizacja do trzech zwycięstw była niezmiernie zacięta, a każdy z pojedynków miał swoją dramaturgię. ROSA wygrała raz na terenie mistrza Polski i z dużymi nadziejami wróciła do Radomia. Dwukrotnie, zasłużona hala MOSiR niemal eksplodowała, kibice stanęli na wysokości zadania, zachowywali się wspaniale. Radomskie Smoki dostosowały się do atmosfery, walczyły jak lwy, ale każdorazowo, nieznacznie lepsza okazywała się ekipa Stelmetu. ROSA była wychwalana w kraju, jako jedyna „urwała” mecz silniejszemu rywalowi, jej gracze z czystym sumieniem mogli patrzeć w lustro…

– Playoffs to zawsze loteria. Przy odrobinie szczęścia mogliśmy się pokusić nawet o awans do najlepszej czwórki, lecz o „być albo nie być” w walce o medale zadecydowały niuanse. Nasz zespół na pewno zasłużył na pochwały. Mogliśmy być źli zaraz po czwartym meczu, ale kiedy emocje opadły, śmiało możemy stwierdzić, że zrobiliśmy wszystko, aby w tych półfinałach się znaleźć – podkreśla Piotr Kardaś.

Budujemy nowy team
Koniec sezonu 2017/2018 był jednocześnie końcem pewnej epoki w Organizacji ROSA Radom. Ze sportowego punktu widzenia jest nim z pewnością wygaśnięcie kontraktu Michała Sokołowskiego, który przez trzy lata był filarem zespołu, a po kontuzji Roberta Witki, stał się również jego kapitanem. Zresztą poza kontraktami są również: Ryan Harrow, A.J. English, Michael Fraser, Patrik Auda, Igor Zaytsev, Daniel SzymkiewiczRobert Witka. Już sama liczba wymienionych graczy powoduje, że zasadne staje się stwierdzenie o budowie nowego teamu.

– Rozmawiamy z wieloma zawodnikami, są wśród nich gracze, którym skończyły się kontrakty. Nowych umów rzeczywiście będzie sporo, to nieuniknione. ROSA Radom jest jednak klubem stabilnym, mocno stąpającym po ziemi, będącym również wierzchołkiem piramidy szkoleniowej, jednej z najlepszych w Polsce – informuje Piotr Kardaś.

Oprócz sportowej, wraz z początkiem nowego sezonu dojdzie też do zmiany, powiedzmy – sentymentalnej. Stary, zasłużony, ale też jedyny w swoim rodzaju obiekt – halę MOSiR, zastąpi nowoczesny, wręcz futurystyczny, zlokalizowany przy ul. Struga 63. To oczywiście wymóg czasów i niezbędna potrzeba w dalszym rozwoju klubu. Jesteśmy przekonani, że w nowych murach, dających niewspółmiernie więcej możliwości, już niebawem będziemy czuli się jak u siebie w domu.

Znów w Europie – to pewne!
Marka ROSA Radom jest już rozpoznawalna w Europie, co do tego nie ma żadnych wątpliwości. I ta obecność w rozgrywkach organizowanych przez FIBA, będzie kontynuowana.
– Mogę powiedzieć, że decyzja w tej sprawie zapadła. Chcemy grać w Europie, uważamy, że innej drogi rozwoju klubu, ale całej polskiej koszykówki, po prostu nie ma. Niewiadomą pozostają jedynie rozgrywki, do których zostaniemy przyjęci. My rzecz jasna mierzymy najwyżej i zgłaszamy akces do Basketball Champions League – oznajmia Piotr Kardaś.

GAS