Nie będzie wspominała miło najdłuższego wyjazdu w Energa Basket Lidze, ROSA Radom. W Szczecinie, tylko przez moment, udało się nawiązać wyrównaną walkę z tamtejszym Kingiem. Dobrze, że na najbliższy mecz, do zespołu Smoków wrócić już Obie Trotter, którego absencja jest aż nadto widoczna.

Gospodarze lepiej otworzyli spotkanie i prowadzili od początku do końca. ROSA próbowała się przeciwstawiać, ale częściej, właśnie na próbach się kończyło. Za dużo było chaosu i błędów, a za mało płynności w grze. Radomianie mieli dobry fragment, kiedy w drugiej kwarcie doszli rywali na dwa punkty, ale potem, niestety wszystko wróciło do niechlubnej tego dnia dla ROSY, normy.

Radomskie Smoki zostały totalnie zdominowane pod koszem (42:28 dla Kinga), ze słabszą skutecznością rzucały z dystansu, co także pokazuje jak ograniczone były możliwości taktyczne trenera Roberta Witki. King miał natomiast dużą swobodę w grze, widoczną również po wejściu na boisko, debiutującego w EBL Dominika Wilczka, który w nieco ponad 12 minut nazbierał 15 punktów.

Teraz ROSĘ czeka półtora tygodnia przerwy, bo dopiero 31 października będzie podejmowała Trefla Sopot. Oby własna hala, doping kibiców oraz powrót Obiego Trotera okazały się atutami, które dadzą pierwsze zwycięstwo w tym sezonie.

KING SZCZECIN – ROSA RADOM 92:71 (20:12, 25:18, 21:17, 26:24)
King: Kikowski 21 (4), Jogela 15, Sajus 13, Schenk 9 (1), Diduszko 3 oraz Wilczek 15 (3), Vecvagars 9 (1), Harris 4, Bartosz 3, Majcherek 0.
ROSA: Neal 23 (2), Lindbom 14 (1), Mielczarek 9 (1),  Mosquera-Perea 5, Zegzuła 2 oraz Szczypiński 5 (1), Piechowicz 5 (1), Szymański 4, Wątroba 2, Wall 2, Tyszka 0.