Przez trzy i pół kwarty, ROSA Radom była równorzędnym przeciwnikiem dla aktualnego mistrza Polski – Anwilu Włocławek. Ostatecznie, faworyt przełamał szyki radomian i zwyciężył, ale Smoki absolutnie nie muszą się wstydzić swojej postawy. – Zwłaszcza w defensywie, bo ustaliśmy Anwilowi przez długi czas, ale doświadczenie i więcej talentu było jednak po stronie rywala – uważa trener ROSY Robert Witka.

Kiedy w pierwszej kwarcie, Anwil dość szybko osiągnął ponad 10 punktów przewagi, wydawać by się mogło, że uczestnik Ligi Mistrzów i najlepszy zespół w Polsce, dość gładko zgarnie kolejna wygraną. ROSA jednak nie pękła, nie po raz pierwszy w tym sezonie pokazała charakter, a wojownicy z Radomia udowodnili, że bez względu na okoliczności, nie pękną przed nikim.

Przede wszystkim dobrze zaczęła funkcjonować defensywa. Mistrzowie Polski, przez blisko 6 minut drugiej odsłony widowiska, nie zdobyli punktu. Smoki tymczasem, powoli i konsekwentnie odrabiały straty, aż wreszcie wyszły nawet na prowadzenie. ROSA była prawdziwym teamem, w którym każdy trybik wykonuje swoje zadanie, powodując, że cała, koszykarska maszyna dobrze działa. Odkryciem Ameryki nie będzie stwierdzenie, że kiedy radomianie są w komplecie, gra wygląda zupełnie inaczej.

Nie są przesadą, pojawiające się stwierdzenia, czy też komentarze kibiców, że ROSA rozegrała najlepszy mecz w sezonie. Przez bardzo długi czas nie odstawała od zbudowanego za miliony przeciwnika, a nie tylko momentami, byla od niego lepsza. – Z tego jesteśmy oczywiście zadowoleni, możemy z większym optymizmem spojrzeć w przyszłość, ale pewien niedosyt też pozostaje – uważa Robert Witka.

ROSA RADOM – ANWIL WŁOCŁAWEK 68:81 (18:27, 18:8, 21:24, 11:22)
ROSA: Trotter 12 (2), Lindbom 10 (3), Mielczarek 9 (3), Mosquera-Perea 7, Zegzuła 4 (1) oraz Neal 20 (2), Piechowicz 6, Szymański 0, Wall 0, Szczypiński 0.
Anwil: Simon 23 (5), Lichodiej 8, Sobin 8, Kostrzewski 5, Łączyński 3 oraz Zyskowski 10 (2), Michalak 8, Broussard 7 (1), Marković 5, Parzeński 4.