Pojedynek pomiędzy HydroTruckiem Radom, a Kingiem Szczecin miał być meczem walki i był meczem walki. Tyle, że goście dołożyli do tego jeszcze trochę talentu, a Radomskim Smokom – poza fragmentem po przerwie – nie wychodziło prawie nic. Stąd pokaźna porażka gospodarzy.

To nie był najlepszy mecz w wykonaniu zespołu z Radomia. Ba, niewykluczone, że był najsłabszy z dotychczasowych.
– Niestety, potwierdziło się, że jak nie idzie nam w ataku, popełniamy też błędy w obronie. O ile jeszcze w pierwszej kwarcie mogliśmy być w miarę zadowoleni z defensywy, to potem wszystko się posypało. Nie realizowaliśmy taktyki ofensywnej, nie graliśmy zespołowo, zbyt wiele indywidualnych akcji nie przynosiło rezultatu. Próbowaliśmy gonić w trzeciej kwarcie, ale generalnie zabrakło energii, żeby odwrócić losy meczu i powalczyć o zwycięstwo – nie ukrywał rozczarowania trener HydroTrucku Robert Witka.

I właściwie ta wypowiedź trenera jest kwintesencją tego co działo się na parkiecie. Wyjąwszy trzecią odsłonę widowiska, naszą drużynę dopadła jakaś niewytłumaczalna zapaść w ataku. Nie istnieliśmy w rzutach zza łuku, wcale nie lepiej było w poczynaniach podkoszowych. Stąd wysoka przewaga, wypracowana przez Kinga już do przerwy i tak naprawdę kontrola wyniku do końca meczu.

Szkoda, że rezultat pojedynku zepsuł całe widowisko, bo niesamowite show dał w przerwie Piotr „Grabo” Grabowski, profesjonalny dunker, który raz za razem pakował piłkę z góry do kosza w ekwilibrystyczny sposób.

HYDROTRUCK RADOM – KING SZCZECIN 61:79 (10:14, 13:28, 26:16, 12:21)
HydroTruck:
Lindbom 13 (3), Trotter 12 (1), Sanadze 8, Parzeński 7, Piechowicz 5 (1) oraz Neal 14 (2), Wall 2, Wątroba 0, Szczypiński 0, Mielczarek 0.
King: Kikowski 20 (4), Diduszko 16 (1), Jogela 7 (1), Sajus 6, Schenk 6 (2) oraz Bartosz 12 (1), Majcherek 6 (2), Harris 6, Wilczek 0.