Walczyć trzeba zawsze i do samego końca! To właśnie wiara, niesamowita pogoń w końcówce meczu, poświęcenie i serca zostawione na parkiecie dały HydroTruckowi Radom sensacyjne zwycięstwo nad Anwilem we Włocławku. Dawid pokonał Goliata – dlatego koszykówka, dlatego sport – są takie piękne!

Zacznijmy od… końca. Radomianie mieli już 13 punktów straty w czwartej kwarcie, ale nie zwątpili. Wręcz przeciwnie, jakby czyhali na swój moment, na złamanie „zblazowanego” mistrza Polski. I co ważniejsze – zrobili to!

Niesamowitą partię rozgrywał Rod Camphor, który w ostatnich minutach trafił z półdystansu, następnie z dystansu, a przy stanie 76:75, skutecznie zaatakował kosz rywala, kończąc akcję 2+1. Wcześniej „trójki” z roku kompletował Marcin Piechowicz, a finałowe cztery rzuty wolne wykorzystał Obie Trotter i było po meczu.

Nie byłoby oczywiście wygranej bez poświęcenia całej drużyny. Zwłaszcza w obronie nie zabrakło graczom HydroTrucku wielkiej determinacji, która była kluczem do zatrzymania gwiazd Anwilu. Defensywa dała impuls, a atak był naprawdę skuteczny.

Zresztą już na otwarcie meczu, zespół z Radomia pokazywał, że nie przyjechał do Hali Mistrzów na wycieczkę. Postawił na mało skomplikowaną koszykówkę, opartą na zdeterminowanej obronie i rzucie z dystansu w ofensywie. Radomianie trafili łącznie 16 „trójek”, wyrównując tym samym rekord sezonu. A, że robili to na dobrym procencie, cały czas trzymali się w grze. To dzięki temu mogli w ostatniej odsłonie widowiska ruszyć w szaleńczą pogoń, która zakończyła się wielką sensacją i wielkim zwycięstwem HydroTrucku!

ANWIL WŁOCŁAWEK – HYDROTRUCK RADOM 78:82 (16:19, 25:16, 21:14, 16:33)
Anwil: Dowe 16 (2), Freimanis 15 (1), Ledo 12 (2), Simon 9 (3), Jones 8 oraz Wadowski 11 (1), Sulima 3, Karolak 2, Szewczyk 2.
HydroTruck: Camphor 26 (5), Trotter 14 (2), Lindbom 14 (3), Mielczarek 13 (3), Bogucki 6 oraz Piechowicz 9 (3), Odigie 0, Wall 0, Zegzuła 0.