Niesamowicie pechowej porażki doznał HydroTruck Radom w Sopocie, przegrywając z tamtejszym Treflem jednym punktem. Inaczej tego nazwać nie można, gdy trafi się „trójkę”, po szalonym rzucie o tablicę w ostatniej sekundzie meczu.

To był naprawdę dobry mecz w wykonaniu naszej drużyny. Nawet ostatnia akcja, niezwykle szczęśliwa dla Trefla, była dobrze wybroniona. Odcięty Łukasz Kolenda podał na obwód nieprecyzyjnie i Jeff Roberson, który doszedł do piłki, musiał kozłem znaleźć sobie jakąkolwiek pozycję do rzutu. Radomscy obrońcy nie odpuścili i Amerykanin rzucał chyba nawet trochę na oślep, bo piłka nie zmierzała w stronę obręczy. Odbiła się od tablicy pod kątem i niestety dla nas, wpadła do kosza.

Wcześniej HydroTruck, nie tylko podjął walkę, ale na długi czas przejął kontrolę nad meczem. W pierwszej połowie, dobrze funkcjonował zwłaszcza atak. Sygnał do niego dał Obie Trotter, a potem dołączali kolejni gracze. Zza łuku nie mylili się: Artur MielczarekMarcin Piechowicz, a kapitalną zmianę dał jubilat Filip Zegzuła (skończył w dniu meczu 25 lat – Wszystkiego Najlepszego!). Nasz radomski strzelec trafił w krótkim czasie cztery „trójki”, a w całym meczu 5 na 6. To przy jego obecności na boisku, zaraz po przerwie, przewaga gości z Radomia wzrosła do 11. punktów.

Zespół naszych walczaków nie stracił zimnej krwi nawet kiedy goniący Trefl wyszedł na prowadzenie 81:80, na niespełna pół minuty przed końcem czwartej kwarty. Rzut zza łuku, trafił w swoim stylu Obie Trotter i wydawało się, że HydroTruck nie odda zwycięstwa. Jeszcze raz okazało się, że koszykówka jest piękna, ale bywa także bardzo brutalna…

TREFL SOPOT – HYDROTRUCK RADOM 84:83 (24:24, 19:26, 23:18, 18:15)
Trefl:
 Medlock 20 (4), Leończyk 14, M. Kolenda 10 (2), Foulland 8, Ayers 2 oraz Ł. Kolenda 14 (2), Roberson 11
(2), Kowalenko 5 (1).
HydroTruck: Trotter 22 (4), Camphor 12, Mielczarek 12 (2), Lindbom 6 (1), Bogucki 4 oraz Zegzuła 17 (5),
Piechowicz 8 (2), Wątroba 2.