Nie udało się pokonać w tym sezonie Startu Lublin. Po domowej porażce na początku sezonu, przyszła teraz przegrana wyjazdowa. Następna okazja do rewanżu, ewentualnie w rundzie playoffs, o którą będziemy mocno walczyć w kolejnych pojedynkach.

Podobnie jak HydroTruck, lublinianie nie mają może jakiejś dużej głębi składu, ale kadra jest świetnie zbilansowana, a zmiennicy potrafią zrobić różnicę. To potwierdziło się w pojedynku z nami, bo od samego początku Start korzystał swe swoich niewielkich, ale jednak przewag. Świetnie pod koszem radził sobie Jimmy Taylor, opinię świetnych strzelców potwierdzili Martins LaksaBrynton Lemar, a wszystkimi dowodził Tweety Carter. Tradycyjnie też, przeciwko swojemu byłemu pracodawcy zagrał Damian Jeszke.

Radomianie próbowali odpowiadać przede wszystkim bronią, z której słyną w tym sezonie – rzutami za trzy punkty. Niestety, przed przerwą, ten element nie funkcjonował jak należy, nieco zawodziła obrona, a że gospodarze akurat na tych polach mieli przewagę, wypracowali po dwóch kwartach 15 punktów różnicy.

HydroTruck oczywiście się nie poddał. Celniej strzelać zaczęli: Rod Camphor, Carl LindbomObie Trotter, dwie trójki dołożył Filip Zegzuła, dzięki czemu nasz zespół wciąż pozostawał w grze. Swoje najlepsze walory prezentował też pod koszem Adrian Bogucki, ale radomski wieżowiec musiał opuścić parkiet w czwartej kwarcie, po tym jak sfaulował rywala po raz piąty. Pozbawieni podstawowego centra goście nie wytrzymali już naporu Startu i ostatecznie ulegli dość wyraźnie.

START LUBLIN – HYDROTRUCK RADOM 94:78 (25:17, 23:16, 21:24, 25:21)
Start:
 Laksa 21 (4), Taylor 16, Lemar 15 (3), Carter 15 (1), Borowski 7 (1) oraz Jeszke 14 (2), Jarecki 2, Grochowski 2, Szymański 2, Dziemba 0, Pelczar 0, Pszczoła 0.
HydroTruck: Camphor 21 (5), Lindbom 19 (3), Trotter 13 (3), Bogucki 12, Mielczarek 0 oraz Zegzuła 6 (2), Wątroba 4, Piechowicz 3 (1), Stankowski 0, Lewandowski 0.