Szaleńcza pogoń Legii Warszawa w czwartej kwarcie meczu nie zdołała złamać HydroTrucku Radom, który wykazał się ogromną dojrzałością w końcówce i ostatecznie przechylił szalę zwycięstwa na swoją stronę. Tym samym Truckersi chyba na dobre zamknęli rozdział „utrzymanie w Energa Basket Lidze” i znów mogą śmiało spoglądać w górę tabeli.

Jeszcze raz przekonaliśmy się, że w koszykówce nic nie jest wiadome do samego końca. HydroTruck zbudował bowiem solidną przewagę, miał jej aż 17 punktów w czwartej kwarcie i… za trzy minuty przegrywał jednym „oczkiem”. Jak to się stało? Po prostu nie mający nic do stracenia legioniści zaczęli trafiać dosłownie wszystko, a Kahlil Dukes strzelał jak oszalały z dystansu – niestety dla gospodarzy – celnie.

Na domiar złego za piąty faul spadł Adrian Bogucki, a co gorsze było to przewinienie przy celnej trójce wspomnianego Amerykanina z Warszawy. Wydawało się, że stołeczni przełamią radomską defensywę i pójdą za ciosem.

Na szczęście w ważnym momencie odnalazł się Rod Camphor, dobrą dyspozycję potwierdzili: Carl LindbomMarcin Piechowicz, a kiedy było tego najbardziej trzeba, piłkę wziął w ręce Obie Trotter i przechylił szalę zwycięstwa na korzyść drużyny z Radomia.

HYDROTRUCK RADOM – LEGIA WARSZAWA 79:76 (19:8, 17:23, 22:12, 21:33)
HydroTruck:
Lindbom 23 (5), Trotter 17 (3), Camphor 13 (1), Piechowicz 11 (3), Bogucki 9 oraz  Zegzuła 3 (1), Mielczarek 3, Wall 0, Lewandowski 0, Wątroba 0.
Legia: Michalak 16, Nizioł 13 (3), Konopatzki 5, Kowalczyk 2, Milovanović 2 oraz Dukes 22 (6), Pinder 14 (1), Linowski 2, Nowerski 0.